Piko24 otwiera kolejne sklepy autonomiczne, a na pierwszy rzut oka jest to po prostu ciekawostka z rynku handlu. Mały punkt, aplikacja, brak kasjera, zakupy w minutę i model wejdź, weź, wyjdź. Brzmi jak temat dla branży retail, może jeszcze dla fanów nowych technologii. Ale po chwili widać, że ta historia może być interesująca także dla lokalnych operatorów.
Bo taki sklep nie działa w próżni. Potrzebuje stabilnego internetu, monitoringu, transmisji danych, systemów płatności, aplikacji, zdalnego nadzoru i szybkiej reakcji, gdy coś przestaje działać. Innymi słowy: potrzebuje zaplecza, które dla wielu MiŚOT-ów jest codziennością.
Piko24 rozwija format bardzo małych sklepów dostępnych 24/7. Mają przypominać lokalną spiżarnię – miejsce, do którego można podejść o każdej porze po kilka podstawowych produktów. Bez kolejek, bez skanowania, bez rozmowy z obsługą.
Cały koncept Piko24 został zaprojektowany tak, aby zakupy trwały jak najkrócej i wymagały od klienta minimum działania. Aby wejść do sklepu, wystarczy aplikacja z podpiętą kartą płatniczą. Po wejściu klient wybiera produkty z półek i wychodzi – bez kas, skanowania produktów czy stania w kolejce. System oparty na kamerach i analizie obrazu automatycznie rozpoznaje zakupy, a płatność realizowana jest w tle. Sklepy działają przez całą dobę, a średni czas zakupów wynosi mniej niż dwie minuty.
Właśnie ta prostota jest tu najciekawsza. Klient widzi tylko wygodę, ale za kulisami działa cała infrastruktura. Kamery, czujniki, algorytmy, płatności i łączność muszą pracować bez przerwy. Jeśli sklep ma być otwarty całą dobę, to sieć też musi być dostępna całą dobę.
Mały i średni operator od lat jest czymś więcej niż dostawcą internetu. Jest obecny lokalnie, zna teren, zna ludzi, ma infrastrukturę, często posiada punkty obsługi, kontakty z samorządami, spółdzielniami, wspólnotami i lokalnym biznesem. Dla takiego partnera autonomiczny sklep może być nie tylko klientem na łącze. Może być elementem szerszej współpracy: od zapewnienia transmisji danych, przez serwis techniczny i monitoring, po pomoc w wyborze lokalizacji czy wspólne budowanie nowych punktów usługowych.
Dla małych i średnich operatorów może to być dobry moment, żeby spojrzeć na swój biznes z innej perspektywy. Nie tylko jako na dostawców internetu do domów i firm, ale jako na lokalnych partnerów technologicznych. Lokalny MiŚOT zna teren, zna mieszkańców, ma relacje z samorządami, spółdzielniami, wspólnotami i lokalnym biznesem. Często wie lepiej niż ogólnopolska korporacja, gdzie taki punkt miałby sens, a gdzie byłby tylko ładnym eksperymentem.
Autonomiczny sklep może być więc czymś więcej niż kolejnym klientem na łącze. Może być początkiem współpracy przy wyborze lokalizacji, zapewnieniu transmisji, monitoringu, bezpieczeństwa, serwisu technicznego czy promocji w lokalnej społeczności. To nie musi oznaczać wejścia operatora do branży retail. To raczej wykorzystanie tego, co już ma: infrastruktury i know-how.
Rynek usług lokalnych coraz bardziej się miesza. Paczkomaty stoją przy sklepach, sklepy stają się punktami odbioru usług, aplikacje przejmują część obsługi klienta, a małe formaty handlowe zaczynają działać jak urządzenia podłączone do sieci. W takim świecie sama infrastruktura to za mało. Wartością staje się bycie blisko miejsca, w którym technologia jest potrzebna.
Dlatego rozwój Piko24 to sygnał, że lokalna infrastruktura może obsługiwać coraz to więcej nowych (nie)codziennych usług. A skoro MiŚOT-y są obecne w wielu miejscowościach, mają sieci, ludzi w terenie i wiedzę o lokalnym rynku, to pytanie nasuwa się samo: jak mogłyby partnerować takim sklepom i stać się częścią tego nowego, lokalnego ekosystemu usług?
Czytaj także:


