TECHNOLOGIA · CYBERBEZPIECZEŃSTWO · BIZNES

Newsmax Polska i nowa rola Wojciecha Surmacza

O tym, jak został antysemitą i kosmitą, kulisach spotkania na Światowym Kongresie Żydów, mailach Dworczyka i rakiecie Polskiego Radia, ale też o trudnych momentach w karierze, naciskach politycznych i biznesowych oraz o najnowszym projekcie telewizyjnym, rozmawiamy z Wojciechem Surmaczem, producentem wykonawczym Newsmax Polska.

Byłeś dziennikarzem ekonomicznym, śledczym, byłeś też szefem dziennikarzy? Kim się czujesz dzisiaj najbardziej?

Wojciech Surmacz: Wychodzę z takiego założenia, że jak jest się prawdziwym dziennikarzem, to jest się nim już do końca życia na tym łez padole i ja nim jestem. Natomiast zmieniają się też moje funkcje, bo byłem i redaktorem naczelnym, i zastępcą dyrektora, i prezesem, a teraz jestem dziennikarzem, który pełni funkcję producenta wykonawczego w telewizji Newsmax Polska.

A która z tych ról najbardziej ci pasuje?

Wojciech Surmacz: Myślę, że to właśnie ta, którą teraz pełnię, bo to jest zupełnie nowa rola, którą właśnie zacząłem pełnić i dopiero poznaję.

Miałeś kilka etapów przełomowych w swojej karierze. Chyba największy to artykuł w Forbsie pod tytułem Kadisz za milion dolarów przyniósł ci zarówno nagrodę Watergate polskiego dziennikarstwa, jak i… zmianę pracy.

Wojciech Surmacz: Tak, artykuł dotyczył restytucji mienia przedwojennych gmin żydowskich w Polsce. I to był rzeczywiście realny problem. Myślę, że on też trwa do dziś. Jestem cały czas w kontakcie z ludźmi, którzy się tym interesują, którzy dbają o to, żeby wszystko było w porządku. Z jednej strony rzeczywiście zostałem gdzieś tam jakoś doceniony, a z drugiej zostałem okrzyknięty przez Ronalda Laudera, szefa Światowego Kongresu Żydów, za największego polskiego antysemitę. Później poleciałem do Stanów, do Światowego Kongresu Żydów. Umówiłem się na spotkanie z panem Ronaldem Lauderem, który akurat wtedy był nieobecny. Ale spotkałem się z sekretarzem generalnym Światowego Kongresu Żydów. Usiedliśmy w takim podobnym pokoiku jak teraz. Przyszedł z trzema adwokatami. Oni wyjęli trzy dyktafony, a nie jeden, tak jak teraz i rozmawialiśmy chyba ze cztery godziny. Wszystko zostało objęte klauzulą poufności, więc nie mogę opowiadać o tym, o czym tam rozmawialiśmy.

Jeszcze nawet dzisiaj, po tylu latach?

Wojciech Surmacz: Tak, tak. Natomiast prawda jest taka, że po tej rozmowie wszystkie nieprawidłowości, które zostały opisane w moim artykule, zostały naprawione tutaj w Polsce. Tam, gdzie Światowy Kongres Żydów miał moc sprawczą, zrobił to.

No tak, ale dla ciebie to się nie skończyło naprawieniem wszystkiego, ale popsuciem.

Wojciech Surmacz: Wtedy po prostu zmieniłem miejsce pracy na własne życzenie. Zacząłem pracę we Fratrii, gdzie zostałem redaktorem naczelnym Gazety Bankowej, która sprzedawała się na poziomie, nie przesadzę, jak powiem, kilkunastu egzemplarzy, a jak odchodziłem, to sprzedawała się na poziomie kilkunastu tysięcy.

Bo miałeś wcześniejsze doświadczenie prasowe…

Wojciech Surmacz: No tak, tak. W zasadzie można powiedzieć, że z tej Gazety Bankowej zrobiłem polskiego Forbesa. Tam pracowałem jakieś trzy lata, a potem znalazłem się w Polskim Radiu i to był dopiero challenge. To było przełomowe, bo pierwszy raz w życiu po dwudziestu paru latach pracy z mediów prywatnych poszedłem do mediów publicznych. Zostałem redaktorem naczelnym Naczelnej Redakcji Gospodarczej, która obsługiwała wszystkie anteny. Ona produkowała treści ekonomiczne i biznesowe dla różnych programów Polskiego Radia. Po kilku tygodniach pracy byłem kompletnie zdezorientowany. Ja w ogóle nie wiedziałem, co tam się dzieje. No bo tam, delikatnie mówiąc i tak bardzo ogólnie, rachunek ekonomiczny nie miał żadnego znaczenia.

Mam wrażenie, że w polskich mediach publicznych do dzisiaj nie ma to żadnego znaczenia.

Wojciech Surmacz: Z tamtego okresu mam dwie takie anegdoty. Jak tam przyszedłem, to jeszcze wtedy paliłem papierosy. Tam są takie małe palarnie. Kiedy stałem i paliłem, podszedł do mnie taki stary radiowiec. Nie zdradzę jego nazwiska, bo tam jeszcze pracuje. Zapalił papierosa, zaciągnął się i mówi do mnie: Widzę, że jesteś trochę zdezorientowany? Ja na to szczerze: No jestem. A on mówi: To ci wytłumaczę, na czym polega ta praca. Wyobraź sobie, że lecimy w rakiecie w kosmosie i jak to w każdej rakiecie, panuje tu stan nieważkości. My jesteśmy w środku i lecimy w jednym kierunku, no bo ta rakieta leci w jednym kierunku, ale każdy z nas ma jakby swoje własne zwroty wektorów. Każdy leci w swoją stronę i tak po drodze czasami się zderzamy. I na tym właśnie polega praca w radiu. Tak mi to wytłumaczył. Bardzo mi to ułatwiło życie.

A później pamiętam, że jak przyszedłem do Trójki, to była straszna sytuacja ekonomiczna. Już nie wchodząc w szczegóły, bo raczej chyba nie mogę o tym opowiadać, ale była masakra. Byłem przerażony. Zawołałem dwie księgowe. Siedziałem i rwałem włosy z głowy, a one do mnie: Panie dyrektorze, ale pan się nie martwi. Mówię: Jak mam się nie martwić? Przecież nie ma pieniędzy!. One na to: Pieniądze będą. Zawsze były i teraz też będą.

Pierwszy krok w mediach publicznych zachęcił cię do drugiego, w stronę Polskiej Agencji Prasowej?

Wojciech Surmacz: Postanowiłem spróbować. Jak się dowiedziałem, że będzie budowany nowy zarząd PAP i jest ogłoszony konkurs przez Radę Mediów Narodowych, postanowiłem wystartować. Nigdy nie byłem na takim stanowisku. Pomyślałem sobie, że nawet jak wytrzymam jeden dzień, to będzie sukces… kompletnie nie zdając sobie sprawy w co się pakuję.

Żałujesz tej decyzji?

Wojciech Surmacz: Nie, nie, nie. Nigdy w życiu. To był super czas. Te sześć lat, poza końcówką, czyli tym wejściem, tak zwanym wejściem siłowym. To była ciężka robota. Strasznie ciężka robota. Rzeczywiście uważam, że praca agencyjna dla dziennikarza to jest najgorsza, najcięższa robota, jaką sobie można wyobrazić. To jest de facto życie w stałej gotowości przez 24 godziny na dobę. Tam nie ma tak, że można sobie zapomnieć, mieć weekend – cały czas masz z tyłu głowy, że jak się coś wydarzy, to idziesz.

praca agencyjna dla dziennikarza to najcięższa robota, jaką sobie można wyobrazić. To życie w stałej gotowości przez 24 godziny na dobę

Pytam, czy nie żałujesz, dlatego, że po pierwsze, to znowu praca dla publicznego podmiotu, czyli powiązanie polityczne. No i po drugie, kiedy zaczynałeś w PAP, deklarowałeś, że będziesz wprowadzał normalność, a później cię z tego rozliczano, mówiąc, że nie wprowadziłeś żadnej normalności.

Wojciech Surmacz: No to zależy, bo jak w Trójce pracowałem z Wiktorem Świetlikiem, to Gazeta Wyborcza opublikowała cały dodatek, chyba dwunastostronicowy, o tym, jak ja z Wiktorem Świetlikiem morduję Trójkę. Nie polecam, naprawdę. Niech sobie ktoś pogada z Arturem Andrusem na przykład.

Z nim można na poważnie?

Wojciech Surmacz: Z Arturem? Tak, oczywiście. To jest mega gość.

Wiem, że jest mega, tylko myślałem, że zawsze żartuje.

Wojciech Surmacz: Warto zapytać na przykład byłego ministra kultury i dziedzictwa narodowego, jak mu się ze mną pracowało…

A Michała Dworczyka?

Wojciech Surmacz: Też można.

Wyciekły wasze maile. Była afera.

Wojciech Surmacz: Maile to jest osobna historia. Ja do tych maili nigdy się nie odnosiłem. Nigdy tego nie komentowałem. Teraz już jakby trochę czasu minęło, więc mogę to skomentować. Uważam, że to była typowa rosyjska akcja dezinformacyjna i jakikolwiek komentarz wtedy nakręcałby spiralę takiej akcji, więc wyszedłem z założenia, że nie będę komentował. Złożyliśmy za to z moim adwokatem zawiadomienie do prokuratury i oczywiście prokuraturze nie udało się ustalić sprawców.

Wielokrotnie mówiąc o dziennikarstwie, powoływałeś się na normalność, uczciwość i niezależność. Pracowałeś w mediach prywatnych i publicznych. Gdzie najtrudniej zachować te cechy?

Wojciech Surmacz: To w dużej mierze zależy od tego, jakie ciśnienie na ciebie wywiera w mediach prywatnych reklamodawca, a w mediach publicznych politycy. I jak to sobie porównywałem, to z ręką na sercu mogę ci powiedzieć, że dużo łatwiej o tę normalność, niezależność i uczciwość jest w mediach publicznych. Dlatego, że z politykiem, jaki on by tam nie był, można się dogadać. A uwierz mi, że miałem presję nie tylko ze strony PiS-u, który wtedy rządził. Miałem presję z każdej strony. Byłem nawalany i ze strony lewicy, i Platformy, i z każdej, a najbardziej przez Konfederację. A w prywatnym medium money talks i tyle.

z ręką na sercu mogę powiedzieć, że dużo łatwiej o normalność, niezależność i uczciwość jest w mediach publicznych

Wobec tego, że właśnie uruchamiasz Newsmax Polska z kapitałem zagranicznym – i to jeszcze trochę amerykańskim, trochę serbskim – nie obawiasz się tego, że będzie ci ciężko?

Wojciech Surmacz: Ciśnienie właścicieli jest zupełnie inne, bo to jest takie ciśnienie odśrodkowe. Wcześniej pracowałem w mediach szwedzkich. Później w medium niemieckim, do którego później dołączyli Szwajcarzy. A mało tego, że to było wydawnictwo niemiecko-szwajcarskie, to jeszcze na licencji amerykańskiej, bo Newsweek i Forbes były licencjami amerykańskimi. Więc też tam przyjeżdżali Amerykanie i maczali paluszki w tym wszystkim. Wbrew pozorom mam jakieś doświadczenie w pracy z takimi inwestorami. I nigdzie nie jest łatwo. Najgorzej jest, wbrew pozorom, z polskimi pracodawcami.

Myślisz, że tutaj będziesz miał więcej swobody, niezależności, mniej wpływów i mniej nacisków przez to, że są zagraniczni?

Wojciech Surmacz: Jeśli ktoś uważa, że istnieją jakiekolwiek media bez nacisków, bez żadnych ciśnień i wpływów, to znaczy, że nigdy w nich nie pracował.

Kiedy startuje kanał Newsmax Polska?

Wojciech Surmacz: Chcielibyśmy wystartować jakoś tak, żeby to ładnie zabrzmiało, na początku wakacji, a po wakacjach pokazać nowe twarze. Pierwsze miesiące działania to będzie bardzo prosta ramówka: kilka programów publicystycznych przeplatanych programami informacyjnymi z pasmami dokumentalnymi. Założenia oglądalności też są bardzo proste: jeden procent rynku w dwa lata. Samo założenie jednego procenta już stabilizuje funkcjonowanie całej firmy.

Jak chcesz zachęcić ludzi do włączenia kanału Newsmax? Mogą przecież stwierdzić, że jest już tak dużo kanałów informacyjnych, że w zasadzie oni mają to, czego potrzebują. Sam wiesz doskonale, że ludzie żyją w bańkach. Jedni w bańce TVN24, drudzy w bańce Telewizji Republika. Trochę jest ludzi, którzy zajrzą do Polsat News. Dlaczego mieliby wyjść ze swoich baniek?

Wojciech Surmacz: Myślę, że ludzie są przede wszystkim ciekawi i lubią sobie czasami pozmieniać, sprawdzić, czy jest coś nowego. Widzimy po portalu, że czytelnicy lubią informacje, które nie są tożsamościowe mimo wszystko. Czyli jak prezydent coś zrobił, to nie ten głupi prezydent coś zrobił albo nie ten doskonały, nasz świetny prezydent coś zrobił, tylko po prostu prezydent coś zrobił. Myślę, że w tym samym obszarze komunikacji, tylko w innym kanale, czyli w telewizji informacyjnej, takie newsy też się będą oglądały. Myślę, że jak ktoś po uruchomieniu Newsmax Polska trafi na telewizję Newsmax Polska – i tu znowu użyję tego problematycznego sformułowania – i jest normalnym człowiekiem, to tam zostanie.

To są jeszcze normalni ludzie?

Wojciech Surmacz: Są. Oczywiście, że są. Jest cała masa normalnych ludzi na świecie, a szczególnie w Polsce.


Newsmax już niebawem dostępny będzie w KameleonTV. Poważne i zaawansowane rozmowy dystrybucyjne prowadzone są także z innymi operatorami w Polsce. Warto przypomnieć, że operatorzy nie mają żadnego obowiązku, aby włączyć nowy kanał do oferty. Wiele zależy od otwartości rynku operatorów na kolejnego gracza w kategorii news.

Czytaj także:

Krzysztof Kołodziej
Krzysztof Kołodziej
Były dziennikarz radiowy, ekspert rynku mediów, dystrybutor kanałów telewizyjnych

przeczytaj najnowszy numer isporfessional

Najnowsze