Pora przyzwyczaić się do zakupów online. Tak będzie już zawsze

652

Zbliża się kolejny Black Friday. 27 listopada wpadniemy w kolejny szał zakupów. Wszystko wskazuje, że w tym roku shopping uprawiać będziemy online – przez kolejne ograniczenia bezpośrednich kontaktów (i zamknięcie znacznej części sklepów stacjonarnych) w związku z trwającą pandemią COVID-19. Sytuacja może podobnie wyglądać w grudniu, gdy rozpocznie się okres świątecznych zakupów. Być może list do Mikołaja w 2020 roku będzie listem elektronicznym. Sprawdźmy, jak przygotować się do przeglądania zasobów internetowych sklepów w tych dziwnych czasach.

Oficjalne dane analityków (w tym GUS) podają, iż w sieci kupuje od 60 do 80% społeczeństwa. Konferencja Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju już ogłosiła, że ich zdaniem pandemia na zawsze zmieniła sposób w jaki kupujemy rzeczy. Jest to również moment, w którym przedsiębiorstwa i marki muszą wygrać sobie przychylność klientów i zdobyć ich zaufanie. W innym wypadku możliwe jest, że stracą nabywcę już na zawsze. Obchodzący w tym roku 22-lecie swojej obecności online Empik.com, sprzedaży online próbował już w 1998 roku, a przecież mało kto miał wtedy dostęp do sieci (CBOS wskazuje, iż w 2002 r. z Internetu korzystało 17% Polaków)! Obecnie Empik już wdraża strategię na lockdown. Za pomocą smsa powiadomiono mnie, że jeśli odbiorę swoją przesyłkę jeszcze dziś, to będę mógł uzyskać rabat na zakupy w salonie. Cwane, przyznaję.

Jak jednak przygotować się do zakupów online? Warto spojrzeć na sprawę z dwóch perspektyw: bezpieczeństwa i wygody. Nie ulega wątpliwości, że dochowanie podstawowych zasad bezpieczeństwa podczas kupowania przez Internet, to podstawa. Zwracajmy uwagę na linki, w które klikamy, uważajmy, gdzie podajemy dane kart kredytowych, a w razie wykrycia podejrzanych transakcji – zawsze kontaktujmy się z naszym bankiem. Czasem sam bank blokuje podejrzaną transakcję, a nas pyta o jej wiarygodność. Bywa to uciążliwe, ale świadczy o tym, że ktoś dba o nasze sprawy. Portal heimdalsecurity.com wymienia kilka trafnych porad, które pomogą nam zweryfikować prawdziwość platformy zakupowej, z której korzystamy: naszą uwagę powinny zwrócić strony i opisy asortymentu z błędami, dziwne adresy e-mail (np. ebaysupport@gmail.com zamiast support@ebay.com) skłon, absurdalnie niskie ceny oraz niewspieranie protokołów SSL przez witryny zakupowe. Zaktualizowana zapora sieciowa i program antywirusowy to kolejny, ale równie istotny, aspekt.

Zakupy możemy zrobić już nawet poprzez Instagram, Facebook i WhatsApp. Wydaje się, że zewsząd jesteśmy bombardowani wezwaniem do działania: kupuj! Obiecuje się nam zniżki, darmową dostawę, programy lojalnościowe, promocje 3 za 2 czy też wyłączność na dane dobra. Jak zatem nie zwariować podczas przeglądania poszczególnych ofert? Cóż, można robić to ręcznie – chociaż wtedy nasz proces decyzyjny przypomina ten przebiegający przy krążeniu koło sklepowych półek; kupimy więcej, może drożej, a części w ogóle potrzebować nie będziemy – ale na ratunek przybywają sieciowe wyszukiwarki. Patent znamy od lat, obecnie przeżywa rozkwit. Deweloperzy prześcigają się w tworzeniu algorytmów wyszukiwania, które sprawią, że rezultaty będą dopasowane do naszych, i tylko naszych, preferencji.

Przeglądając zasoby sklepów internetowych możemy odwiedzać po kolei poszczególnych dystrybutorów albo zdać się na agregację danych w porównywarce cenowej. Wśród nich największym uznaniem klientów cieszy się Google Shopping, Yahoo Shopping, Pronto, Shopping.com, Become i Shopzilla. Dodatkowo, na swoim smartfonie możemy zainstalować aplikację, która spełniać będzie podobną funkcję: m.in. ShopSavy, BuyVia, Mycartsavings czy Shopbrain. Tu w grę wchodzi wygoda, oszczędność czasu i możliwość porównania produktów, których różnice w cenie mogą przyczynić się do znacznych oszczędności.

Swoją część tortu próbuje ugrać Microsoft, który wprowadza usługę Purchases, związaną z przeglądarką Edge. Używając aplikacji firmy z Redmond i wyszukując towarów za pomocą przeglądarki Bing (korzysta z niej 5,6% internautów, przy 63,8% posiadania rynku przez Chrome) zbieramy kupony, które wykorzystać możemy w celu obniżenia kosztów kolejnych zakupów. Nie przewiduję zbytniego sukcesu, Bing raczej w dalszym ciągu będzie wyszukiwarką niszową.

Mógłbym również wspomnieć, jak wygląda sprawa naszego przeglądania sieci od strony przedsiębiorstw, które stosując kampanie programmic buying, a w szczególności RTB (real time buying; polega to na licytacji miejsca reklamowego na stronie po uprzednim przeanalizowaniu preferencji odwiedzającego), wyświetlają nam produkty interesujące nas najbardziej. W ten sposób firma dostaje nas – gorący lead, który pali się do zakupów. Wydaje mi się, że jest to temat na osobną historię. Pamiętajcie jednak, że reklamy, które widzicie podczas przeglądania stron internetowych są tam, gdyż algorytm obliczył, że jesteście prawie na pewno zainteresowani owym asortymentem. Wygląda na to, że przyszłością zakupów będzie maksymalna personalizacja, z jednoczesnym traktowaniem użytkownika jako ciągu historii przeglądania, kliknięć i analiz poprzednich transakcji.

W czasach, w których online robimy już nawet zakupy spożywcze (Deloitte podaje, iż dotyczy to już 40% obywateli), nic nie stoi na przeszkodzie, aby zakupowej gorączki doświadczyć polując na promocje z domu. Bezpiecznie. I taniej.

Źródła: