Czy samorządowe hotspoty szkodzą operatorom?

407

Publiczne hotspoty, z których można korzystać z bezpłatnego dostępu do Internetu, na stałe wpisują się w krajobraz polskich miast, miasteczek, a także wsi. W dużych aglomeracjach coraz częściej ich mieszkańcy postulują, by na ten cel przeznaczyć środki z budżetu obywatelskiego, w mniejszych miastach samorządy z reguły finansują je ze środków unijnych. Czy publiczne Wi-Fi szkodzi operatorom?

Samorządy uruchamiając publiczne hotspoty zwracają się o zgodę do Urzędu Komunikacji Elektronicznej, który sprawdza, czy nie narusza to rynkowej konkurencji. Zazwyczaj przeprowadzane są konsultacje, w ramach których operatorzy mają prawo wyrazić swoje stanowisko. UKE wydając zgodę zazwyczaj nakłada na samorządy określone warunki świadczenia usługi bezpłatnego Internetu. Określa w nich maksymalną przepływność łączy dla wysyłania, jak i odbierania danych, która obecnie z reguły nie może być wyższa niż 512 kbit/s, a łączny czas trwania połączenia nie może być dłuższy niż 45 minut w trakcie pojedynczej sesji, przy czym przerwa pomiędzy sesjami nie może być krótsza niż 15 minut. Ustalany jest też miesięczny limit transferu danych (tj. suma danych wysyłanych i odbieranych na poziomie 750 MB dla urządzenia końcowego lub użytkownika końcowego, jeżeli będzie on zarejestrowany).
W ciągu ostatnich czterech lata już ponad 190 gmin wystąpiło do UKE z wnioskiem o zgodę na świadczenie usług dostępu do internetu bez pobierania opłat. I tendencja jest rosnąca.
Mieszkańcy postulują, by uruchamiać bezpłatne Wi-Fi
Ostatnio coraz częściej samorządy realizują takie projekty w ramach budżetu obywatelskiego. Okazuje się bowiem, że tego typu projekty zyskują duże poparcie wśród mieszkańców, którzy głosuj, by miasto zarezerwowało na to środki. Jedną z pierwszych aglomeracji, w której w ten sposób pojawiła się bezpłatna sieć Wi-Fi była Łódź. W ubiegłym roku kosztem 417 tys. zł uruchomiono tam 23 punkty z bezprzewodowym dostępem do Internetu. Znajdują się one m.in. na pl. Dąbrowskiego, Wolności i Niepodległości, w pasażu Schillera i Rubinsteina, na skwerze Dubaniewicza, Stawach Jana, Starym Rynku, ul. Piotrkowskiej, w zoo i ogrodzie botanicznym. Internet dostępny jest też w parkach: Mickiewicza, Staromiejskim, Piłsudskiego, Sienkiewicza, Źródliska, Podolskim, Górce Widzewskiej, Poniatowskiego, Reymonta, Matejki i Ocalałych. Można tam bez problemu przejrzeć pocztę elektroniczną, sprawdzić informacje na Facebooku i porozmawiać na czacie. Miasto będzie dalej finansować projekt, co kosztuje 98 tys. zł rocznie.
Także Krakowianie pod koniec ubiegłego roku zadecydowali, że warto wydać 1,5 mln zł na bezpłatny dostęp do sieci Wi-Fi. Chcieli, by był on dostępny zarówno w miejscach popularnych turystycznie, jak bulwary wiślane czy Planty, jak i miejscach wypoczynku oraz rekreacji – m.in. Błonia, park Lotników Polskich, zoo, park Bednarskiego. W projekcie zgłoszonym przez mieszkańców zaproponowano 21 takich lokalizacji. Krakowski projekt jest przewidziany na trzy lata – zakup usługi na rok wyniesie ok. 500 tys. zł.
Unijne dotacje na publiczny Internet
Wiele uruchomianych przez samorządy w Polsce hotspotów powstaje też dzięki realizowanym przez nie programom unijnym, np. ramach 8.3 POIG (walka z wykluczeniem cyfrowym). Przykładem może być gmina Czerwieńsk w woj. lubuskim, która w ubiegłym roku uzyskała zgodę UKE na świadczenie dostępu do Internetu bez pobierania opłat za pomocą 14 urządzeń dostępowych, umożliwiających dostęp do sieci Internet. Swoim zasięgiem objęły one miejsca publiczne na terenie gminy Czerwieńsk oraz potencjalnie około 35 proc. mieszkańców gminy, w miejscu ich zamieszkania. Czerwieńsk wcześniej w ramach projektu 8.3 POIG wybudował sieć bezprzewodową w technologii Wimax, która przede wszystkim miał służyć ponad 150 rodzin objętych projektem walki w wykluczeniem cyfrowym.
Czy działanie tego typu hotspotów szkodzi operatorom i powodują, że klienci rezygnują z ich usług, bo mogą surfować w sieci za darmo, choć z dużymi ograniczeniami? Adam Walentynowicz, główny specjalista ds. projektów informatycznych w Urzędzie Miasta w Gdańsku, które w ubiegłym roku podjęło decyzje, by zwiększyć liczbę miejskich hotspotów do 100, twierdzi, że w przypadku jego miasta takich skarg od operatorów nie było. A publiczne hotspoty w Gdańsku działają już ponad trzy lata.
Jednak gdy prowadzone są konsultacje w sprawie hotspotów, co jest wymogiem uzyskania zgody UKE, to zdarza się, że operatorzy lub Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji przekonują, że może to szkodzić rynkowej konkurencji i hamować inwestycje operatorów. I proponują np. obniżenie parametrów łącza do 256 kbit/s i ograniczenie czasu połączenia z Internetem do 60 minut na dobę.
Raport nie potwierdza obaw
UKE zazwyczaj nie podziela tych zastrzeżeń. Z przygotowanego kilka miesięcy temu, na zlecenie regulatora, badania firmy konsultingowej KPMG „Rynek telekomunikacyjny po 2015 r. w kontekście inwestycji publicznych zrealizowanych przez Jednostki Samorządu Terytorialnego z funduszy unijnych, w ramach budowy Regionalnych Sieci Szerokopasmowych” wynika, że usługi darmowego Internetu udostępniane przez gminy nie prowadzą obecnie do zaburzenia konkurencji na rynku komercyjnych usług dostępu do Internetu. KPMG stwierdza nawet, że może to zwiększać popyt na komercyjne usługi.
– Od strony popytowej, usługi darmowego Internetu wykazują potencjał zarówno do bezpośredniego, jak i pośredniego stymulowania popytu. Oddziaływanie bezpośrednie odnosi
się do aktywizowania osób zagrożonych wykluczeniem cyfrowym poprzez dostarczenie im
możliwości korzystania z bezpłatnego dostępu do sieci. Oddziaływanie pośrednie przejawia się we wzroście skłonności użytkowników darmowego dostępu do Internetu do zakupu usług
komercyjnych, nieobjętych ograniczeniami parametrów technicznych – piszą autorzy raportu.
Firma konsultingowa zapytała też samych ISP, co sądzą o samorządowych hotspotach. Także w ich opinii oferta bezpłatnego dostępu do Internetu nie stanowi konkurencji dla podmiotów komercyjnych. Zdaniem ISP oferta darmowego Internetu, ze względu na ograniczenia parametrów technicznych, skierowana jest do użytkowników korzystających okazjonalnie z dostępu do sieci w miejscach publicznych. ISP widzą jednak potencjalne zagrożenie ze strony darmowego Internetu w przyszłości ze względu na wzrost liczby darmowych hotspotów, które nie spełniają, nałożonych administracyjnie, ograniczeń technicznych.
O tym, w jaki sposób korzysta się z darmowych hotspotów dużo mówią doświadczenia serwisu internetowego Gumtree.pl, który w zeszłym roku z okazji swych urodzin na Polach Mokotowskich udostępnił warszawiakom darmowy hotspot, w którym w dodatku nie było ograniczeń narzucanych przez UKE. Przez pół roku z darmowego Internetu w największym ze stołecznych parków skorzystało w sumie ponad 2 tys. osób, a średnio każdy z unikalnych użytkowników logował się ponad trzy razy do sieci. Średni czas pojedynczej sesji wynosił ponad 20 minut.
Autor: Marek Jaślan, UKE
Źródło: „ICT Professional” (numer 6, wiosna 2015)