Czy internet w Polsce jest za drogi?

W Polsce powstaje coraz więcej sieci światłowodowych. Wiele z nich dofinansowywanych jest z pieniędzy unijnych. Problem stanowi to, że zarabia się na ich budowie, ale nie na świadczeniu usług dla klienta. Zanim rząd przeznaczy pieniądze na ten cel warto by było uporządkować sytuację światłowodów w kraju i zastanowić się, jak nie tylko tworzyć sieć, ale zapewnić realne jej wykorzystanie.

Jednym z problemów jest sytuacja, w której światłowód doprowadzany do jak największej liczby adresów, ale niekoniecznie do osób, które naprawdę go potrzebują i są zainteresowanie korzystaniem z niego. Zajmujący się budową sieci skupiają się na jak największej liczbie odhaczonych adresów, bez analizowania gdzie się one znajdują, a w efekcie sieć doprowadzona jest tak samo często do domu czy do pola, na którym może kiedyś stanie dom, ale niekoniecznie. Punkt adresowy zaliczony – punk rozliczony i opłacony.

Czy w sytuacji pomaga SIDUSIS?

Sposobem na uniknięcie tego typu sytuacji miał być SIDUSIS. System służy zgłaszaniu autentycznego zapotrzebowania na instalacje sieci. Niektóre z nich znajdują się jednak na odludziu, co nie ułatwia sytuacji, gdyż podłączenie takiego adresu jest dużo droższe i często zwyczajnie nieopłacalne.

– Nie może być tak, że prowadzimy (do klienta) przyłącze za milion złotych, a nikt się do niego nie podłączy. Każdemu, kto tego chce, powinniśmy ten dostęp do Internetu zapewnić. Ale jeśli jest to nieopłacalne, to nie musi to być światłowód – powiedział podczas II Konferencji Operatorów Hurtowych minister cyfryzacji Janusz Cieszyński.

Dlatego podłączanie kolejnych adresów – niezależnie czy zgłaszanych w SIDUSIS czy nie – to zawsze rozważanie zarówno kosztów budowy sieci, jak i późniejszego jej utrzymania. Kalkuluje się sytuacja, w której nie trzeba do jednego adresu prowadził wielu kilometrów sieci, ale też taka, w której ze zbudowanej sieci naprawdę korzystają klienci ponosząc koszty bieżące usługi.

Lokalni operatorzy mają lepszą wiedzę niż giganci

W starciu lokalnych MiŚOT-ów z wielkimi operatorami widać zdecydowaną różnice w wiedzy. Na korzyść tych pierwszych. To oni znają potrzeby klientów, bo są blisko nich, spotykają się z nimi na co dzień i prowadzą rozmowy. Korporacje funkcjonujące zgodnie z procedurami przedkładają je ponad potrzeby ludzi.

Dla nich procedura, w której budowa sieci światłowodowej do wielu adresów kończy się pozytywnym rozliczeniem projektu, jest podstawą. To czy przełoży się to na równie wiele korzystających z sieci klientów, jest drugorzędne. Lokalni operatorzy podkreślają potrzebę prowadzenia badań społecznych w terenie, które pozwolą na sensowne adresowanie nowych przyłączy kończące się pozyskaniem klienta.

To wymaga dobrego planowania budowy. Podłączania w pierwszej kolejności budynków, w których mieszkają głównie osoby starsze, może nie być dobrą decyzją. Dla wielu z nich szybka sieć światłowodowa nie jest produktem pierwszej potrzeby. Ale o potrzebach mieszkańców danego rejonu wiedzą MiŚOT-y, a nie duzi gracze, którzy są daleko od danej społeczności. Oczywiście może się zdarzyć, ze także seniorzy z niecierpliwością wyczekują podłączenia do sieci, ale tutaj znowu to lokalny operator jest w stanie zdobyć taką wiedzę, a nie wielka firma z siedzibami jedynie w dużych miastach.

Jak operatorzy telekomunikacyjni powinni komunikować się z klientami?

Wszystko to, co rozgrywa się na poziomie budowy i udostępniania sieci, porozumienia między operatorami telekomunikacyjnymi, nie interesuje klienta  odbiorcę docelowego. Taka osoba chce mieć dobrze działającą usługę. Gdy usługę zamawia w jednej firmie, a montaż realizuje monter z innej, nie poprawia to zaufania do usługi i zrozumienia dla całej procedury.

Tym bardziej jeśli monter z firmy realizującej usługę nie wie, co obiecywał operator, z którym umowa była podpisywana. Nawet w przypadku czasu realizacji dochodzi do nieporozumień, gdy sprzedawca zapewnia realizację w ciągu doby, a rzeczywisty proces realizacji podłączenia może trwać kilka dni lub nawet tygodni.

Dużym problemem jest rozdźwięk między dużymi operatorami, operatorami hurtowymi, a lokalnymi operatorami odpowiadającymi za podłączenia końcowe. Dla dużych oferta to przede wszystkim marketing, dla małych realizacja takich obietnic jest codziennym problemem.

Często dochodzi też do nieporozumień, w wyniku których klient właściwie nie wie, co ma. Posiada bowiem umowę na abonament za światłowód i za to płaci. Rzeczywiście sieć światłowodowa znajduje się w ulicy. Jednak do domu prowadzi już kabel koncentryczny o przepustowości  200/20 Mb/s. Taka osoba nie rozumie, dlaczego miałaby przejść na światłowód, bo w jej rozumieniu już taką usługę posiada. Należałoby dokładnie wyjaśnić, w jaki sposób zmieni korzystania z sieci pełen światłowód gwarantujący odpowiednią prędkość internetu.

Pozostaje też problem samej prędkości internetu w domu. Nawet jeśli doprowadzony jest światłowodem, ale już na miejscu użytkownicy korzystają z niego przez WiFi to niekoniecznie mogą mieć prędkość gwarantowaną w umowie. W takim wypadku to znowu kwestia komunikacji między operatorem a klientem, która pozwoli wyjaśnić, jakie przeszkody mogą stać na drodze do  pełnego korzystania z możliwości posiadanej sieci. Inny router, router mesh czy wzmacniacz czasem mogą diametralnie zmienić sytuację.

Ile powinien kosztować internet światłowodowy?

Minister Cieszyński wysnuł śmiałą tezę, że internet stacjonarny byłby popularniejszy, gdyby był tańszy.

–  Dlaczego ludzie nie kupują usług? Cena nie jest adekwatna do oferty. Mamy gigantyczną penetrację usług mobilnych w Polsce, nie każdy się przełączy na usługi stacjonarne. Więc cena gra tu ważną rolę. Poza miastami operatorzy doliczają 15-20 zł względem tego, co jest w miastach. Jak mieszkałem w nowym bloku, budowanym wg nowych zasad, za Internet 300 Mb/s i telewizję ok 40 kanałów płaciłem 50 zł. To była dobra cena, więc to wybrałem. Gdybym miał płacić 100 zł, pewnie bym się zastanowił, czy jest mi to potrzebne – powiedział Janusz Cieszyński.

I mówi to minister w kraju, w którym ceny usług telekomunikacyjnych są jednymi z najtańszych w Europie. Oczywiście, że im tańsza usługa tym więcej osób mogłoby z niej korzystać, jednak nie można tego proponować kosztem tych, którzy tę usługę dostarczają. Nie należy jako rozwiązania proponować sytuacji, w której prowadzenie przez nich działalności byłoby zwyczajnie nieopłacalne lub takiej, w której musieliby do interesu dokładać, by zaspokoić potrzeby klientów.

Wielu operatorów zauważa, że 50 zł, o którym mówił minister, to w ich przypadku opłata dla operatora hurtowego za dostęp do sieci. Oferując usługę w tej kwocie wykonywaliby całą swoją pracę pro bono.

To jeszcze raz każe przemyśleć procesy inwestycyjne w kraju, gdzie wydaje się coraz więcej pieniędzy na budowę sieci bez analizowania, czy przekłada się to na autentyczny dostęp do sieci kolejnych osób. Szczególnie budowa sieci tam, gdzie nikt jej nie potrzebuje, nie jest sensownym rozwiązaniem. Zarządzanie projektami przez dużych operatorów nastawionych jedynie na zarobek z budowy sieci może prowadzić do takich sytuacji. Dla nich podstawą jest budowa sieci, a nie dalsze jej eksploatowanie. Jeśli jednak do niego dochodzi, to czerpią kolejne zyski z udostępniania jej operatorom.

Porównując ceny w naszym kraju do tych w innych częściach Europe można stwierdzić, że oferowany w Polsce internet nie jest drogi, a nawet że jest to bardzo przystępna cena. Kilkadziesiąt zł za internet stacjonarny rzędu 300-1000 Mb/s to dobra stawka. Natomiast fakt, że nakłady na budowę sieci i odnotowywane w systemie punkty adresowe, które nie przekładają się na rzeczywistych klientów korzystających z sieci nie są winą cen internetu. Raczej sposobu planowania i realizacji tych projektów. Tylko lepsze planowanie budowy dla konkretnych potrzeb pozwoli zmienić tę sytuację. W przeciwnym wypadku wciąż będziemy wydawać dużo pieniędzy na prowadzenie sieci gdziekolwiek, przy jednoczesnym zwiększaniu się liczby tych, którzy szybki internet światłowodowy chcieliby mieć, ale nie mają na to szans.

Źródło: chip.pl