Jeszcze niedawno chińskie urządzenia wearable (urządzenia do codziennego noszenia) traktowano na Zachodzie z wyraźnym dystansem. Były tanie, funkcjonalne, ale postrzegane jako technologicznie uproszczone i jakościowo odstające od produktów europejskich czy amerykańskich. Dziś ten obraz coraz częściej się nie sprawdza. Różnice się zacierają, a tempo, w jakim Chiny rozwijają rynek inteligentnych urządzeń noszonych, zaczyna budzić nie tylko zainteresowanie, lecz także realny niepokój.
Jak zauważa Robert Bączek, dyrektor działu IT w Grupie MiŚOT, chińscy producenci bardzo szybko udowodnili, że nowoczesna technologia nie musi być droga:
Z chińskimi produktami wearables jest tak jak z wieloma innymi produktami z tego rynku – pokazują, że zaawansowane monitorowanie zdrowia, rozwiązania oparte na AI i bardzo dobra żywotność baterii nie muszą kosztować fortuny. Oczywiście część urządzeń nadal ustępuje zachodnim odpowiednikom jakością wykonania czy dopracowaniem aplikacji, ale ta różnica z roku na rok jest coraz mniejsza – podkreśla Rober Bączek.
To właśnie ta malejąca luka jakościowa sprawia, że chińskie wearables przestają być alternatywą budżetową, a zaczynają realnie konkurować z produktami największych globalnych marek.
Szczególnie interesujący jest obszar rozrywki, który w Chinach pełni rolę technologicznego poligonu doświadczalnego. Parki rozrywki, immersyjne widowiska, pokazy dronowe czy eksperymenty z humanoidalnymi robotami nie są tam jedynie atrakcją dla publiczności.
W Europie takie podejście mogłoby się nie przebić, ale w Chinach parki rozrywki traktowane są jak miejsca testowania technologii, które później znajdują zastosowanie w innych dziedzinach – zauważa ekspert.
Dronowe spektakle świetlne, które dziś zachwycają synchronizacją i skalą, technologicznie niewiele różnią się od rozwiązań opartych na rojach autonomicznych maszyn. Podobnie humanoidalne roboty, które właśnie zaczynają trafiać na rynek konsumencki w cenie porównywalnej do flagowego smartfona. To, co dziś służy rozrywce, jutro może stać się elementem infrastruktury, przemysłu lub bezpieczeństwa.
Chiński model ekspansji technologicznej nie jest tajemnicą.
Chińczycy kopiują wszystko, potem poprawiają i wypuszczają produkt w połowie ceny. Przez lata Zachód bronił się jakością. Dziś jakość jest coraz bardziej zbliżona, a cena wciąż wyraźnie niższa. To przepis na sukces rynkowy, który obserwujemy na własnej skórze – dodaje Robert Bączek.
Dobrym przykładem są inteligentne okulary. Po sukcesie Ray-Ban Meta rynek został błyskawicznie zalany konkurencyjnymi konstrukcjami z Chin. Własne rozwiązania pokazują m.in. Alibaba, Xiaomi, Inmo czy Rokid – często oparte na autorskich modelach językowych i zintegrowane z lokalnymi systemami płatności czy usługami cyfrowymi. Na razie część z nich dostępna jest wyłącznie na rynku chińskim, ale historia uczy, że to zwykle kwestia czasu.
Problem nie sprowadza się jednak wyłącznie do konkurencji cenowej. Wearables to urządzenia niezwykle wrażliwe – zbierają dane zdrowotne, lokalizacyjne, głosowe i behawioralne.
Dyrektor IT w Grupie MiŚOT przyznaje: Zachodni konsumenci mogą inspirować się chińskimi innowacjami, ale powinni – o ile to możliwe – wybierać produkty, które nie uzależniają ich od jednego globalnego gracza.
Zwraca uwagę również na aspekt bezpieczeństwa i kontroli.
Może brzmi to jak tandetna powieść sensacyjna, ale przy urządzeniach wyposażonych w geotagowanie i łączność IP producent – a w skrajnym przypadku także państwo – zawsze ma możliwość się z nimi połączyć.
Co więcej, niska cena może być tylko etapem przejściowym. Chińskie produkty staną się droższe od zachodnich, ale dopiero wtedy, gdy zachodni przemysł technologiczny zostanie wyparty z rynku.
W tej perspektywie temat przestaje być wyłącznie technologiczny, a staje się strategiczny. Robert Bączek dodaje:
Brak realnego wsparcia dla rodzimych producentów może doprowadzić do upadku zachodniej inżynierii technologicznej. Jej odbudowa byłaby niezwykle trudna, jeśli nie niemożliwa. Transfer technologii do Chin okazał się strategicznym błędem, za który dziś płacimy utratą przewagi konkurencyjnej.
Chiny zmieniły cały system: od edukacji technicznej, przez przemysł, po tempo wdrażania innowacji. Dogonienie ich będzie ogromnym wyzwaniem. Jeśli się nie uda, Zachodowi pozostanie rola konsumenta cudzej technologii.
To nie jest apel przeciwko chińskiej technologii jako takiej. To apel o świadomość konsekwencji.
Ekspert zostawia nas jeszcze z jedną myślą: Cena nie jest jedynym kosztem. Jeśli dziś wybieramy wyłącznie to, co tańsze, jutro możemy zapłacić znacznie więcej – utratą kompetencji, niezależności i wpływu.
Dlatego, parafrazując myśl Roberta Bączka: kupujmy nasze. Lokalne.
Czytaj także:



