Prezydent zawetował nowelizację ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną i niektórych innych ustaw, która miała wdrożyć do polskiego porządku prawnego unijny Akt o usługach cyfrowych (DSA). Uważnie śledziliśmy losy tej nowelizacji. Przypomnijmy, że została uchwalona przez parlament pod koniec zeszłego roku.
Zdaniem naszej redakcji ustawa w uchwalonym i przedstawionym prezydentowi kształcie była przykładem wyważonej implementacji DSA, z wyraźnym sygnałem, że walka z przestępczością w sieci nie musi oznaczać rezygnacji z sądowych gwarancji ochrony wolności słowa.
Krytyka i uzasadnienie
Weekend po wecie prezydenta obfitował w wiele krytycznych opinii.
– Absurdalne jest to, że dziś nie mamy (i w wyniku prezydenckiego weta jak na razie nie będziemy mieli) szybkiej i skutecznej ścieżki odwoławczej od cenzorskich decyzji wielkich platform internetowych takich jak TikTok, X czy YouTube – komentowała Katarzyna Szymielewicz, prezeska Fundacji Panoptykon.
– Uważam, że prezydenckie weto to decyzja fatalna nie tylko dla bezpieczeństwa osób małoletnich, ale także dla autonomii wszystkich użytkowników i użytkowniczek usług internetowych. Pozbawia ich ochrony przed przemocą instytucjonalną, z jaką mamy obecnie do czynienia w przestrzeni cyfrowej – mówił dr Konrad Ciesiołkiewicz, wiceprzewodniczący państwowej komisji do spraw przeciwdziałania wykorzystywaniu seksualnemu osób poniżej 15 lat.
Rzeczniczka Praw Dziecka, Monika Horna-Cieślak, zaznaczyła z kolei, że z niepokojem przyjęła informację o wecie Pana Prezydenta RP dla ustawy wdrażającej Akt o Usługach Cyfrowych. Wcześniej wraz osobami młodymi działającymi w Radzie Młodzieżowej przy Parlamentarnym Zespole ds. Młodzieży w wystąpieniu do Pana Prezydenta podkreślała, że akt prawny przyczyni się do bezpieczniejszego środowiska cyfrowego dla dzieci.
Zgodnie z nowelizacją nadzór nad przepisami DSA w Polsce sprawować miał Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej – w większości przypadków, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT) – w zakresie platform wideo, a także prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) – w zakresie platform handlowych oraz innych spraw dotyczących ochrony konsumentów.
Prezydent Karol Nawrocki uzasadniał zaś swoją decyzję tym, że nie zgadza się na to, by urzędnicy podejmowali decyzje o blokadzie treści w internecie.
– Chcę, aby to mocno wybrzmiało: sytuacja, w której o tym, co wolno w internecie, decyduje urzędnik podległy rządowi, przypomina konstrukcję Ministerstwa Prawdy z książki Orwella “Rok 1984”. Autor pisał o mechanizmie władzy, który najpierw przejmuje kontrolę nad językiem, nad informacją, a w końcu nad myśleniem obywateli. Jeśli władza decyduje, co jest “prawdą”, co “dezinformacją”, kto może mówić, a kto nie, wolność znika krok po kroku – pod pozornymi szczytnymi hasłami bezpieczeństwa, dobra wspólnego czy ochrony najsłabszych – przekonywał.
Polityka
Zdaniem Katarzyny Szymielewicz weto ma jednak charakter głównie polityczny.
– Absurdem jest, że nie możemy się w Polsce poskarżyć się na tak rażące naruszenia prawa, jak to, że wielkie platformy wpuszczają nawet 10-latki, a algorytmy zoptymalizowane na klikalność serwują im treści drastyczne, pornografię i instruktaże prowadzące do samookaleczeń czy zaburzeń odżywiania – podkreśla.
W oficjalnym komunikacie Fundacji Panoptykon wyliczono również, że na podstawie nowelizacji możliwe byłoby wnoszenie skarg na wielkie platformy (głównie amerykańskie) do polskiego urzędu na to, że akceptują jako użytkowników dzieci poniżej 13., a nawet 10. roku życia. Można byłoby także blokować treści naruszające kodeks karny (np. deepfejki z udziałem dzieci) oraz domagać się szybkiego odblokowywania kont, które zostały niesłusznie zablokowane przez platformy.
Co po wecie?
Do ewentualnego uchylenia prezydenckiego weta potrzeba poparcia przez minimum 276 posłów. Koalicja rządząca nie ma takiej siły. Jednocześnie prezydent uznaje wdrożenie DSA w Polsce za potrzebne i zauważa, że problemy, z którymi mierzymy się w internecie, wymagają pilnej reakcji państwa. Teoretycznie istnieje więc pole do kompromisu.
Dalsze niewdrażanie DSA do polskiego porządku prawnego grozi natomiast nałożeniem na Polskę grzywny.
Czytaj także:


