[z archiwum ICT Professional] Po co operatorowi telewizja, a nadawcy operator?

636

 
[miejsce publikacji] ICT Professional, NR12 – JESIEŃ 2016, strona 35.
[rubryka] TELEWIZJA
[autor] Krzysztof Fujarski / Michał Koch
[tytuł] Po co operatorowi telewizja, a nadawcy operator? – Ciąg dalszy subiektywnych dywagacji na temat przyszłości rynku TMT w Polsce.
 
____________________________________________________________________________________________________________________
Symbioza  to  zjawisko  polegające  na  ścisłej  współpracy  przynajmniej  dwóch  gatunków  organizmów,  które  
przynosi  korzyść  każdej  ze  stron.  Jednak  często  trudno  ustalić  dokładny  bilans  strat  i  zysków  współżyjących  
organizmów.   W   niektórych   układach   biologicznych   charakter   współżycia   zmienia   się   w   czasie   i   jeden   
z  symbiontów  może  w  pewnych  okresach  czerpać  więcej  korzyści,  stając  się  pasożytem  i  doprowadzając  do  
upośledzenia  lub  śmierci  drugiego  symbionta.  Zależności  te,  o  dziwo,  odnaleźć  można  na  obecnym  rynku  
TMT.  Aktualne  trendy  i  ruchy  na  nim  wskazują,  że  nadchodzące  lata  mogą  obfitować  w  spore  zmiany.  Pilnie  
obserwujemy, czy wzajemne stosunki nie przyjmą charakteru antagonistycznego.
 
Po co operatorowi telewizja?
Dodatkowe  usługi  to  dodatkowy  przychód dla  operatora.  Musi  on  zadbać,  aby  oferta kierowana do klienta cechowała się konkurencyjnością i była atrakcyjna. Skutkować to  będzie  ciągłym  poszukiwaniem  złotego środka, analizowaniem rynku i ryzykiem. Oferowanie  świadczenia  Triple  Play,  czyli usługi, która łączy w jednym pakiecie internet,  telefon  oraz  radiofonię  i  telewizję,  należy  postrzegać  jako  pewien  model  biznesowy, a nie jako rozwiązanie techniczne lub powszechny  standard.  To  szereg  udogodnień  dla  klientów:  m.in.  wolna  linia  telefoniczna  (można  korzystać  z  internetu  i  telefonu  jednocześnie),  jeden  rachunek  i  duża szybkość transmisji danych. Zauważyć należy  jednak  dość  znaczący  trend.  Wraz  z  rozwojem  telefonii  komórkowej  na  znaczeniu ogromnie straciło posiadanie w domu telefonu  stacjonarnego,  obecnie  jest  to  wręcz zabytek.   Wszystko   wskazuje,   że   następna w  kolejności  jest  telewizja  w  modelu  jaki znamy do tej pory. Operatorzy, widząc taką zależność,  zaczynają  traktować  oferowaną przez  siebie  usługę  TV  jako  dodatek:  „.skoro  konkurencja  oferuje  też  telewizję,  to  my
również ją zaoferujemy”. Ciężko jednoznacznie ocenić takie podejście. Usługa Triple Play sama w sobie nie jest zła, ale może nadeszła pora  na  rewolucję?  Co  ciekawe  –  rynek  stacjonarnego dostępu do internetu prezentuje coraz mocniejszą pozycję telewizji kablowych.  Z  kolei  Orange  i  Netia  tracą  abonentów.  Brakuje  na  chwilę  obecną  dokładnych danych  od  części  operatorów,  ale  jest  bardzo prawdopodobne, że technologia kablówek  staje  się  najpopularniejszą  stacjonarną technologią dostępu do sieci.
 
Z  drugiej  strony  rozszerzająca  się  oferta  programowa  generuje  u  operatorów  coraz  to nowe koszty modernizacji. Zapowiadane zniesienie technologii SD w technologii HFC będzie  implikować  zmniejszeniem  miejsca w paśmie DVB-C  i  kolejnymi  inwestycjami  tradycyjnych  kablówek  do  wszelkich  technologii IP. Zmieniające się technologie, m.in. standard H.264  do  H.265, wymusi konieczność wymiany boxów, a często  także  kolejne inwestycje w tor dystrybucyjny. Telewizja linearna zaczyna znajdować się na przegranej pozycji. Widzowie chcą samemu wybierać kiedy i co oglądać. W ciągu kilku  chwil,  dzięki  obecnej  technologii,  mają dostęp  do  materiałów,  które  pragną  zobaczyć.  Nie  muszą  czekać  na  powtórkę  albo śledzić ramówki. Witrynom oferującym takie rozwiązania z dnia na dzień przybywa użyt kowników.  To  naturalny  trend.  Pytanie  jednak, czy aby nie jest on jednocześnie śmiertelny  dla  operatorów  i  nadawców?  Na  najnowszym   przykładzie Netflixa można by dojść do wniosku, że wejście na polski  rynek  największego  na  świecie  dostawcy  treści niewiele zmieniło. Jest to jednak myląca
teza. Dopiero od niedawna Netflix dostępny jest  całkowicie  po  polsku, i wiemy również, że dopiero zaczyna ofensywę na froncie Europy Środkowowschodniej.    Dysponujący ogromnym kapitałem finansowym przeznaczonym  na  promocję  Neftlix  w  przyszłości  pokaże pazury. Wśród młodych widzów nadejście  Netflixa  było  wielkim  wydarzeniem.  Nie ukrywajmy faktów – przyciąga ich atrakcyjną  ofertą  programową,  dostępnością  na  wielu  mobilnych  urządzeniach  i  możliwością  oglądania  wybranego  kontetu  w  każdym momencie.
 
Wśród  kilku  tysięcy  operatorów  ISP  w  Polsce  jest  nadal  gros  takich,  którzy  do  dzisiaj  nie posiadają w ofercie linearnej telewizji. Dla nich  kontent  w  sieciach  IP  jest  szczególną  szansą. Serwisy VOD (m.in. Ipla Player czy Netflix) to alternatywa dla telewizji tradycyjnej. Powszechne usługi OTT oraz coraz szersza oferta programowa z nadajników DVB-T przy wszechobecnych  serwisach  pirackich  oferujących  telewizję  linearną  (i  nie  tylko!)  powodują,  że  abonenci  odchodzą  od  kupowania  usług telewizyjnych. Zanika też opinia, że serwisy OTT nie są wygodne, gdyż zmuszają do oglądania  na  mniejszych  ekranach,  tj.  komputerowych czy na tabletach. Stąd też rosnąca  popularność  takich  urządzeń  jak  Google Chromecast i temu podobnych. Potencjał   usług   OTT   został   dostrzeżony   również  wcześniej  przez  rodzimych  przedsiębiorców. I nie chodzi tylko o największych graczy jak Ipla czy Player.pl. Sieć została zalana serwisami udostępniającymi treści telewizyjne  w  sposób  mniej  legalny.  Gracz,  o  którym  szeptano  w  kuluarach  i  kreowano  na  „Głównego  Złego”  –  telewizjada.net,  zaniechał  działania,  ale  na  jego  miejsce  pojawiło  się kilkanaście innych. Dobre warunki dla roz-woju  piractwa  powoduje  coraz  większa  powszechność bitcoinów. Osoby używające bitcoinów  uważają,  że  stają  się  bardziej  anonimowe,  chociaż  to  nie  jest  do  końca  prawdą.  Wszystkie  transakcje  są  przechowywane w sieci, co oznacza, że każdy może sprawdzić saldo i transakcje zawarte przez dowolny adres  Bitcoin.  Jednakże  tożsamość  dysponenta  danego  adresu  jest  nieznana,  dopóki  nie ujawni on swoich danych osobowych w trakcie  dokonywania  transakcji  lub  w  innej  okoliczności.
 
Ze  słów  płynących  ze  strony  operatorów  wynika, że interesuje ich walka z piractwem, ale natrafiają na opór, gdy chcą problem ten rozwiązać wspólnie z nadawcami. Dla nadawców to walka z wiatrakami. Serwisy, takie jak wspomniana telewizjada.net, nadają z terytoriów, na których europejska jurysdykcja  nie  obowiązuje.  Jednak to  nie  to  jest  głównym  problemem. Jego źródło leży w braku porozumienia i jedności w relacjach operatorzy-nadawcy. Większość  firm  uważa  istnienie  pirackich serwisów  telewizyjnych  za  spore  zagrożenie  dla  własnej  działalności,  chociaż  niektórzy  przekonani  są  o  nieuchronności  takiego  nowopowstałego  ekosystemu  i planują już, w jaki sposób odbywać będą w nim egzystencję. I zadają sobie pytanie: po co mi telewizja? Może wystarczy, że dostawcy internetu skupią się na odpowiedniej  jakości  łącz,  a  telewizję  przy  ich  pomocy  będą  mogli  oglądać  nie  tylko  młodzi  odbiorcy. Usługa jak np. Videostar nie potrzebuje jako pośrednika  operatora  telewizyjnego  –  wystarczy  łącze internetowe spełniające aktualne standardy. Według nieoficjalnych zapowiedzi lada moment będzie
można  kupić  boxy,  które  po  podłączeniu  do  internetu zaoferują usługi TV o bardzo szerokim zakresie w  całej  Polsce,  a  nie  tylko  na  sieciach  wybranych  operatorów. Na obecna chwilę technologia pozwala nie tylko na dystrybucję linearną telewizji, ale także wielu  usług  dodanych,  jak  nPVR  czy  catchup,  który  powoduje, że z każdego linearnego kanału TV można zrobić usługę VOD. Jedyne,   co   jeszcze   powstrzymuje   firmy   przed   wdrożeniem  takich  rozwiązań,  to  prawa do  emisji  niektórych  pozycji.  Ale  i  to  się  zmieni.  Nadawcy  przed udzielaniem zgód na otwarte nadawanie niektórych programów w otwartym OTT tłumaczą bra-kiem  takich  samych  zgód  ze  strony  producentów.  Ale  co,  jeśli  lada  moment  każdy,  zwłaszcza  twórcy  z  Hollywood,  otworzą  się  na  rynek  internetowy?  Sukces Netflixa jest przecież widoczny gołym okiem. Zdaniem  operatorów,  nadawcy  hołdują  stagnacji  na  rynku  wynikającej  z  błogości  i  rosnących  dochodów  rynku  reklamowego  i  nie  chcą  dostrzec,  iż  zmieniły się technologie. Stan zaspokojenia nie będzie  trwał  wiecznie.  Badania  pokazują,  że  preferen-cje widzów przesuwają się w kierunku treści internetowych, tak samo w stronę serwisów legalnych, jak i treści pirackich. Telewizja zaczyna stanowić dla dostawców problem biznesowy, nie technologiczny. Przychody   operatorów   kablowych   w   Europie   wzrosły  w  2015  roku  o  7,1  proc.  Połowę  z  nich  stanowiły  przychody  z  usług telewizyjnych,  ale  najszybciej  rosły  te  z  dostępu  do  internetu  oraz  VoD.  Przedstawiciele  operatorów  domagają  się,  aby  serwisy  OTT  zostały  objęte  regulacjami  ze  strony  prawa unijnego. Aspekt  prawny  również  nie  jest  rozłożony  równomiernie.  ISP  narzekają,  że  obowiązuje  ich  szereg  obostrzeń  i  obowiązków  do spełnienia  (wśród  wymienianych najczęściej jest obowiązek zawiadomienia klienta na 30 dni przed np. zmianą nazwy kanału albo o jego wyłączeniu). W takim przypadku klient ma prawo zrezygnować ze świadczonej usługi. Jest to  przejaw  niesprawiedliwości  w  traktowaniu  przez  ustawodawcę  operatorów,  którzy  czują  się  traktowani   gorzej.   Organizacje   zrzeszające   operatorów   powinny lobbować za wprowadzeniem korzystniejszych przepisów i stać na straży integralności środowiska. Branża w dużej mierze uzależniona jest od zmian  na  rynku  i  ewolucji  trendów.  A  zmiany  nie  zawsze   odbijają się dla operatorów pozytywnie. Może operatorzy  powinni  skupić  się  na  świadczeniu  jak  najlepszej  usługi  do  internatu  i  nie  dać  się  wciągnąć   w mariaż z telewizją?
Po co nadawcy operator?
Najnowsze   badania   Nielsen   Audience   Measurement  dla  Wirtualnych  Mediów,  z  których  wynika,  że  w  sierpniu  Polsat  zanotował  10,61  proc.  udziału w rynku, TVP1 10,53 proc., TVN 9,51 proc., a TVP2  8,89  proc.  wskazują  na  ucieczkę  widzów.  W  porównaniu  z  poprzedniki  latami  różnice  są  znaczące.  Gdzie  się  podziali?  Cóż,  między  innymi  przeszli  do  kanałów  tematycznych.  Ale  nie  tylko.  Na  arenę  wkroczyły serwisy OTT. I zaskakująco dobrze się tam odnalazły. Nadawcy, będący do tej pory sojusznikami operatorów, zauważyli pewne ruchy na rynku, m.in.: przeniesienie  się  części  widzów  ku  treściom  internetowym, i przez to coraz częściej zaczynają być traktowani  jako  konkurencja.  Dostrzegają  oni  możliwość  dotarcia  do  widza  z  pominięciem  operatora  i  chociaż zdają sobie sprawę, że w ten sposób mogą stracić  część  przychodów,  to  jednak  reagują  oni  tak  w odniesieniu do pędu widzów w kierunku nowych technologii  i  nie  chcą  tracić  z  nimi  kontaktu  (czyt.  oglądalności). Nadawcy  i  portale  VOD  chcą  bezpośredniego  kontaktu  z  abonentem.  Pragną  stworzyć  model,  w  którym  abonent  subskrybuje  usługę  bezpośrednio  u  nich  i zacząć  premiować  własny  kontent.  Tak  przygotowany  model,  będący  rewolucją  na  dużą  skalę,  może  powodować,  że  nadawcy  będą  chcieli  część  kontentuudostępnić  tylko  poprzez  własną  dystrybucję. Mogą to być kanały subskrypcyjne oferujące  kontent  w  najlepszej  jakości.  W  ten  sposób  z  równania  wykreślamy  operatora.  Od  nadawcy  do  abonenta.  To  chyba  największe  potencjalne  zagrożenie.  Jednocześnie  zgoda  na  reemisję  kanałów  TV  w  sieciach  operatorskich  to  przychody  pochodzące  z  praw  do  ich  emisji.  Nadawcy  posiadają  prawa  od  producentów  na  nadawanie  jedynie  w  sztywnych  łączach  bez udziału  internetu.  To  ich  obliguje  do nie wydawania zgód na reemisję niektórych programów do OTT.  Nadawcy,  tacy  jak  Polsat,  posiadają  własną  sieć  dystrybucji (są też operatorem) i oferują własne OTT (Ipla)  na  własnych  dekoderach,  co  ułatwia  im  dystrybucję, ale istnieją również przypadki, gdy nadawca  opiera  się wyłącznie  na  działalności  nadawczej  (jako  przykład  może  posłużyć  TVN  ze  swoim  Player.pl  )  i  bardziej  powinno  mu  zależeć  na  współpracy z operatorami. Statystyka pokazuje, że największy procent osób używających  pirackich  serwisów  (33%)  czyni  to  ze  względu  na  łatwość  dostępu,  posiadanie  wszystkiego  w  jednym  miejscu  i,  co  najważniejsze,  możliwość oglądania tylko tych materiałów, które są dla danej  osoby  ważne  lub  interesujące.  Operatorzy  apelują  do nadawców  –  chcą  usprawnić  klientowi korzystanie ze swoich rozwiązań. Obecnie w Polsce mamy  ponad  200  kanałów  i  wciąż  powstają  kolejne.  Skutkiem  tego  jest  między innymi  oferowanie  klientom pakietów, wśród których interesuje ich tylko niewielka część programów. Klient zostaje przeładowany  możliwością  wyboru  i  w  ostateczności nie wybierze niczego. Sprawdzi piracki serwis, gdzie może i nie będzie miał dużego wyboru, ale znajdzie tam w prosty sposób to, czego szuka. Sztuczne roz- budowywanie oferty o bliźniacze kanały to nie rozwiązanie. To metoda na zrażenie klienta. Łatwo dostępny produkt, wprowadzony na rynek dzięki przystępnej dystrybucji zostanie zauważony. Klient to kupi. I zapłaci. Jako ludzie szukamy wygody, szczególnie podczas spędzania wolnego czasu. Prześledzenie oferowanych dla nas kanałów, gdy na żadnych nie ma interesującego nas kontentu potrafi zniechęcić nawet największego entuzjastę. Prezentowany interfejs musi być prosty, aby nie odstraszyć nawet mniej zorientowanych technicznie użytkowników. Kolejną ważną sprawą jest funkcja agregacyjna. Zauważyło to Google TV, jego interfejs pozwala pokazać kontent z wielu źródeł. Kluczowym jest, aby w przygotowanym produkcie było wszystko, co widz chce oglądać. Wtedy spora szansa, że utrzymamy klienta na długo. Z badań VideoTrack II domu mediowego MEC jasno wynika, że klienci chcą mieć dowolność w konstruowaniu pakietów kanałów płatnej telewizji. Odpowiedziało tak aż 46 proc. ankietowanych. Chcieliby kupować dostęp do oferty dowolnie wybranych stacji, a nie w ramach zdefiniowanych pakietów. Czołówkę najbardziej pożądanych w takim ujęciu kanałów tworzą HBO, Canal+, National Geographic i Discovey. Ankietowani uznali, że są w stanie zapłacić 10 zł za dostęp do pojedynczego kanału. Warto spojrzeć na sprawę z perspektywy serwisów VOD. One także borykają się z własnymi problemami, a z racji ich obecnej popularności wszelakie usterki techniczne odbijają się szerokim echem wśród użytkowników i decydują o postrzeganiu marki nie tylko nadawcy, ale także operatora, za pośrednictwem którego kontent jest odbierany. Podczas niedawnych piłkarskich Mistrzostw Europy 2016 użytkownicy, którzy wykupili dostęp do Ipli, aby oglądać wszystkie rozgrywki, mieli bardzo utrudniony dostęp do treści z uwagi na dużą popularność tego kontentu w tym okresie. Najwy- dajniejsze serwery mogą nie sprostać oczekiwa- niom klienta w przypadku, gdy nie zostanie zaprojektowany i wdrożony system rozdzielający treści. Zwłaszcza tych emitowanych w czasie rzeczywistym. Jednym z możliwych rozwiązań jest system dystrybucyjny CDN – rozproszony system z wieloma węzłami, podłączony do internetu, dostarczający treści do wielu centrów danych i punktów wymiany ruchu w internecie. Tworzy go sieć wielu serwerów, przechowujących dane użytkowników i udostępniane treści. Problemy z treściami wideo w internecie, mimo iż niezależne od lokalnych ISP, skutkują tym, że są oni obarczani przez klientów winą za usterki, a ich wizerunek także na tym cierpi. Jak dowodzi raport Ericsson ConsumerLab, to właśnie jakość połączenia internetowego i wrażenia z korzystania z internetu stanowią kluczowy czynnik kształtujący przywiązanie użytkowników do operatora. Szczególnie ważne jest to dla treści wideo. Do ciekawego zdarzenia doszło na zachodnim rynku. Otóż Liberty Global, największy na świecie międzynarodowy operator telewizji kablowej i dostawca usług szerokopasmowego internetu, zawarł wieloletnią umowę partnerską z Netflix, przewidującą udostępnienie należących do Netflix treści  klientom  Liberty  Global  korzystającym  z  usług  telewizji  w  ponad  30  krajach  na  całym  świecie,  w tym w Polsce, gdzie Liberty Global jest właścicielem największej sieci TVK.
Co przyniesie przyszłość?
„Przez  ostanie  15  lat  branża  operatorów  kablowych  mocno się rozwijała. Niełatwo to będzie powtórzyć, ale nie jest to niemożliwe” – to słowa Krzysztof Kacprowicza ze Związku Operatów Kablowych Mediakom. Jednoczenie  się  i  współpraca  podczas  zakupu  kanałów lub wspólnego lobbowania zmian w prawie  na  rzecz  operatorów  to  kluczowy  aspekt.  Wydaje się, że na obecną chwilę postępy w tym zakresie  są  niewielkie.  Wśród  ISP  jest  niewielu  operatorów, którzy sami budują kontent. Większość z nich korzysta  z  rozwiązań  integratorów  usług  IPTV.  To  powoduje, że mali ISP nawet nie rozważają wspólnych zakupów. Z kolei integratorzy usług IPTV tak naprawdę  więcej  ze  sobą  konkurują  niż  mogliby  współpracować.  Należy  jednak  dodać,  że  wszyscy zaczynają dostrzegać, iż telewizja linearna jest w odwrocie. Zagrożenia, ze strony usług VOD i pirackich serwisów  oferujących  telewizję  przez  sieć,  nie  utrudniają życia wprost operatorom IPTV, bo też oni lepiej  potrafią  się  dostosować  wywodząc  się  z  tych  ekosystemów.  Trend  może  się  odwrócić  w  momencie, gdy  operatorzy  ISP  przestaną  zwiększać  zasięg  usług  telewizyjnych  w  swoich  sieciach,  nastąpi  nasycenie  rynku  ich  usługami  albo,  jeśli  ich  przewaga technologiczna zmaleje.  Ale  czy  to  nie  będzie za późno? Budowanie i zrzeszanie to najlepsze rozwiązanie dla ISP. Liczba abonentów w sieciach jednak rośnie.  U największych dostawców pojawia się tendencja  do obniżania opłat. To obiecujący znak. Podchodząc do negocjacji z nadawcami operatorzy, czy też ich zrzeszenia, powinni mieć świadomość tego, że tylko w grupie będą w stanie ugrać dla  siebie  korzystne  rozwiązania  i  ceny.  Dążyć  do  grupowego kupowania kontentu, co jednak przez charakter rynku jest znacznie utrudnione. Dla małych  i  średnich  operatorów  szczególnym  problemem  jest  fakt,  że  najlepsze  ceny  na  zakup  programów dostają sieci powyżej 50 tysięcy abonentów. Daje się jednak zauważyć zmiany w tym zakresie.  Porozumienia  między  operatorami,  dzięki  którym będą w stanie negocjować stawki z nadawcami  jak  równy  z  równym,  zaczynają  oglądać  światło dzienne. Wydaje  się,  że  operator  jest  bardziej  potrzebny  nadawcy niż usługa telewizyjna operatorowi. Nie jest to jednak proste równanie. Operator będzie niezbędny  nadawcy  tak  długo,  jak  tylko  będzie  on  oferował  znacząco duży zasięg dotarcia do widzów. Jednak ze zmniejszającym  się  znaczeniem  tej  formy  dystrybucji nadawcy nie będą chętni na ukłony w ich stronę. Coraz powszechniejsza możliwość dotarcia do widza bez  pośrednictwa  operatora  nie  ułatwia  relacji  między  nimi.  Dla  mniejszych  operatorów,  którzy  chcą  swoje  usługi  oprzeć  jednak  na  oferowaniu  telewizji  wprost z własnej sieci, jedyną szansą jest kooperacja między sobą, aby z nadawcami rozmawiać nadal mając  silną  pozycję.  Być  może  w  przyszłości  nadejdzie  chwila wspólnego  rozwiązywania  problemów  trapiących środowisko. Nigdy wcześniej nie było to tak potrzebne, jak jest teraz.