W Waszyngtonie rozegrała się jedna z najważniejszych batalii prawnych o przyszłość internetu. Przed Sądem Najwyższym USA trafił spór pomiędzy Cox Communications a Sony Music Entertainment, który może na nowo zdefiniować odpowiedzialność dostawców internetu za działania ich użytkowników. Stawka jest ogromna: do 1,5 miliarda dolarów odszkodowania oraz precedens o globalnych konsekwencjach dla całego ekosystemu sieci.
Sednem sprawy jest pytanie, które od lat powraca w różnych wariantach: czy dostawca internetu powinien odpowiadać za każde naruszenie prawa popełnione przez użytkowników jego sieci. W tym przypadku chodzi o piractwo muzyczne na masową skalę i o to, czy bierność operatora może zostać uznana za pomocnictwo w łamaniu prawa autorskiego.
Korzenie sporu sięgają 2019 roku, gdy sąd przysięgłych w Wirginii przyznał wytwórniom Sony Music, Warner Music Group i Universal Music Group miliard dolarów odszkodowania. Cox, trzeci co do wielkości dostawca szerokopasmowego internetu w USA, został uznany za winnego wspierania naruszeń praw autorskich przez klientów, którzy mieli nielegalnie pobrać ponad dziesięć tysięcy utworów. W 2024 roku sąd apelacyjny podtrzymał wyrok, jednocześnie nakazując ponowne ustalenie wysokości kary. Według szacunków Coxa kwota może wzrosnąć do 1,5 miliarda dolarów i to właśnie ten element trafił pod ocenę najwyższego trybunału.
Podczas rozprawy sędziowie nie szczędzili ostrych pytań obu stronom. Sędzia Sonia Sotomayor wskazała na bierne podejście operatora do tysięcy zgłoszeń o naruszeniach, które często nie skutkowały realnymi działaniami. W swojej argumentacji posłużyła się porównaniem, które natychmiast obiegło media: Jeśli jestem sprzedawcą broni, a ktoś mówi mi, że chce zabić żonę tym pistoletem, prawo powszechne uznałoby, że wiedziałem, do czego to posłuży. Dlaczego dalsze świadczenie usług internetowych jest czymś innym. Z kolei sędzia Elena Kagan zwróciła uwagę na paradoks argumentacji wytwórni, sugerując, że uznanie ich racji może stworzyć zachętę dla operatorów do całkowitego ignorowania zgłoszeń. Jeśli wiedza o naruszeniu rodzi odpowiedzialność, to najbezpieczniej byłoby nic nie wiedzieć – wynikało z tonu jej pytań.
Cox broni się, przedstawiając internet jako neutralną infrastrukturę. W tej wizji operator jest odpowiednikiem dostawcy energii elektrycznej, który nie odpowiada za to, co użytkownicy robią z prądem w swoich gniazdkach. Firma powołuje się na niedawne precedensy Sądu Najwyższego, w tym sprawę Twitter v. Taamneh z 2023 roku, gdzie platformy społecznościowe nie zostały uznane za odpowiedzialne za treści ISIS, oraz tegoroczne orzeczenie dotyczące Smith & Wesson, w którym odrzucono próbę obarczenia producentów broni odpowiedzialnością za przestępstwa karteli narkotykowych. W obu przypadkach sąd podkreślił, że bierne świadczenie usług ogólnego przeznaczenia, nawet przy świadomości ich możliwego nielegalnego użycia, nie czyni dostawcy wspólnikiem przestępstwa.
Wytwórnie muzyczne przedstawiają jednak zupełnie inną narrację. Według nich Cox nie tylko wiedział o konkretnych użytkownikach seryjnie łamiących prawo, ale świadomie kontynuował świadczenie im usług, traktując to jako element modelu biznesowego. W ich ocenie nie chodzi o pojedyncze incydenty, lecz o systemową tolerancję dla naruszeń, które generowały stałe przychody.
Dodatkową warstwę złożoności wprowadza praktyka funkcjonowania sieci. Cox wskazuje, że wśród największych recydywistów w statystykach nie dominują gospodarstwa domowe, lecz instytucje takie jak uniwersytety, hotele, szpitale czy mniejsi regionalni operatorzy, obsługujący tysiące osób przez jedno łącze. Odcięcie takiej instytucji od internetu z powodu działań pojedynczych użytkowników oznaczałoby karanie niewinnych. Sędzia Samuel Alito otwarcie wyraził sceptycyzm wobec wizji przedstawionej przez wytwórnie, mówiąc: Nie widzę, jak państwa stanowisko mogłoby funkcjonować w tym kontekście. Strona powodowa odpowiada, że w przytłaczającej większości przypadków chodzi o zwykłe gospodarstwa domowe, a instytucje mogą stosować ograniczenia techniczne, na przykład zmniejszanie prędkości, aby utrudnić wymianę plików peer to peer.
Wyrok w tej sprawie obserwuje z niepokojem cała branża technologiczna. Google, Amazon i Microsoft złożyły pisma wspierające Coxa, ostrzegając, że zbyt szerokie rozumienie odpowiedzialności wtórnej zmusi pośredników do aktywnej kontroli i cenzurowania użytkowników. Z drugiej strony Motion Picture Association, reprezentująca hollywoodzkie studia, argumentuje, że odrzucenie odpowiedzialności dostawców internetu zniszczy istniejące zabezpieczenia przed wszechobecnym piractwem.
Niezależnie od ostatecznego rozstrzygnięcia jedno jest pewne: decyzja Sądu Najwyższego nie będzie dotyczyć wyłącznie jednego operatora i jednej branży. Może ona wyznaczyć granice odpowiedzialności pośredników w erze cyfrowej i wpłynąć na to, jak internet będzie funkcjonował nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale i na całym świecie.
Czytaj także:



