TECHNOLOGIA · CYBERBEZPIECZEŃSTWO · BIZNES

Rocznica wojny. Rocznica dezinformacji

Współczesne rocznice wybuchu wojny nie są już wyłącznie momentem pamięci historycznej. Stały się cyklicznym testem odporności państwa, mediów i biznesu na operacje informacyjne. Każdego roku, w okolicach symbolicznych dat, obserwujemy wzrost intensywności działań dezinformacyjnych. To nie jest zbieg okoliczności, lecz element powtarzalnego schematu operacyjnego.

Od 2022 roku konflikt w Ukrainie stał się jednym z najlepiej udokumentowanych przykładów wojny hybrydowej prowadzonej równolegle w przestrzeni militarnej i cyfrowej. W raportach NATO oraz analizach European External Action Service wskazywano, że operacje wpływu są planowane z wyprzedzeniem i intensyfikowane w momentach zwiększonego zainteresowania opinii publicznej. Rocznice należą do takich momentów z definicji.

Rocznica wojny to test odporności systemów informacyjnych

Już na szeroką skalę zidentyfikowano sieci publikujące materiały propagandowe na ogromną skalę. Jedna z takich struktur — tzw. Pravda network — obejmuje setki domen publikujących treści o prorosyjskim wydźwięku, których roczna produkcja sięga milionów artykułów, z silnym naciskiem na narracje o wojnie, niezależnie od języka odbiorców. Analizy wykazały, że tego typu sieci publikują dziesiątki tysięcy artykułów dziennie, stanowiąc poważne źródło danych, które mogą trafiać aż do modeli sztucznej inteligencji czy agregatorów treści, a tym samym kształtować automatyczne rekomendacje i odpowiedzi generowane przez algorytmy.

Skala zjawiska jest mierzalna. W 2023 roku unijna komórka East StratCom Task Force zidentyfikowała ponad 2 500 przypadków fałszywych narracji związanych bezpośrednio z wojną w Ukrainie. Równolegle analizy firm zajmujących się cyberbezpieczeństwem wykazały istotny wzrost liczby botów i kont automatycznych aktywnych w mediach społecznościowych w okresach rocznicowych. To dane, które pokazują, że mówimy o systematycznej aktywności, a nie spontanicznych reakcjach użytkowników internetu.

W wymiarze biznesowym konsekwencje są konkretne. Dezinformacja w okresach napięcia geopolitycznego wpływa na zmienność rynków, decyzje inwestorów oraz stabilność reputacyjną przedsiębiorstw. Wystarczy pojedyncza wiralowa narracja o rzekomej mobilizacji, zagrożeniu infrastruktury czy sankcjach, aby wywołać krótkotrwałe, lecz realne wahania cen akcji czy zwiększony ruch w kanałach obsługi klienta. Dla sektora telekomunikacyjnego i dostawców usług cyfrowych oznacza to również presję operacyjną: zwiększone zapotrzebowanie na moderację treści, reagowanie kryzysowe i komunikację wyjaśniającą.

Dodatkowym wyzwaniem jest środowisko algorytmiczne. Treści nacechowane emocjonalnie — a rocznice wojny do takich należą — są naturalnie premiowane przez mechanizmy rekomendacyjne platform społecznościowych. To powoduje, że materiały manipulacyjne rozprzestrzeniają się szybciej niż komunikaty oficjalne, które z natury są bardziej wyważone i mniej sensacyjne. W efekcie system cyfrowy, zaprojektowany do maksymalizacji zaangażowania, staje się mimowolnym akceleratorem dezinformacji.

Procesy weryfikacji i reagowania

Rosnąca skala dezinformacji wymusiła rozwój narzędzi fact-checkingowych i instytucji monitorujących. Organizacje takie jak StopFake w Europie Wschodniej umacniają swoją pozycję jako źródła weryfikacji faktów, analizując i odrzucając fałszywe narracje, a ich zasięg sięgający setek tysięcy odwiedzających miesięcznie, pokazuje, że świadomość potrzeby weryfikacji rośnie.

Jednocześnie platformy społecznościowe zmuszone są inwestować w technologie automatycznego wykrywania manipulacji wizualnych i tekstowych, co pociąga za sobą koszty technologiczne i operacyjne. W erze AI narzędzia te muszą uwzględniać nowe typy zagrożeń, w tym efekty deepfake’ów, które mogą wpływać na decyzje finansowe lub wywoływać wahnięcia rynkowe, jak udowadniają przykłady z rynku amerykańskiego, gdzie fałszywe obrazy satelitarne spowodowały krótkotrwałe spadki indeksów.

Warto też zauważyć, że operacje wpływu ewoluują. Coraz częściej wykorzystują generatywną sztuczną inteligencję do tworzenia realistycznych grafik, nagrań audio czy tekstów stylizowanych na komunikaty instytucji publicznych. W analizach ENISA podkreślano, że rozwój narzędzi AI znacząco obniża próg wejścia dla podmiotów prowadzących kampanie dezinformacyjne. Koszt produkcji przekonującej fałszywej treści spadł, a jej potencjalny zasięg wzrósł.

Dla biznesu oznacza to konieczność traktowania dezinformacji jako ryzyka systemowego. Tak, jak analizuje się ryzyko walutowe, regulacyjne czy energetyczne, tak samo należy uwzględniać ryzyko informacyjne. Obejmuje ono nie tylko ochronę marki, lecz także ciągłość operacyjną, bezpieczeństwo pracowników oraz stabilność relacji z partnerami.

Czytaj także:

Michał Koch
Michał Koch
Dziennikarz i researcher. Tworzy teksty o najnowszych technologiach, 5G, cyberbezpieczeństwie i polskiej branży telekomunikacyjnej.

przeczytaj najnowszy numer isporfessional

Najnowsze