PIT. Sukces ma wielu ojców, porażka jest sierotą

Grafika: UKE

Uruchomienie 27 stycznia systemu Punktu Informacyjnego ds. Telekomunikacji nie przyniosło znaczącej ulgi operatorom zobowiązanym do złożenia raportów. Przekonanie o obiektywnej niemożliwości wypełnienia obowiązku wzrasta z dnia na dzień.

Termin na spełnienie obowiązku sprawozdawczego, wynikającego z art. 29 ust. 2a Megaustawy, upływa 28 lutego br., czyli za równe trzy tygodnie. Od czasu webinariów przeprowadzonych przez pracowników UKE upłynęły już dwa i mimo szumnych zapowiedzi kolejnych, już bardziej praktycznych szkoleń, o ich terminach ani widu, ani słychu. Już raz UKE nie dotrzymało słowa, deklarując w piśmie skierowanym do izb gospodarczych, że w pełni funkcjonalny system PIT zostanie uruchomiony do 11 stycznia. Przykrą, aczkolwiek niezbyt zaskakującą okolicznością, będzie zatem także brak zorganizowania warsztatów na miarę potrzeb i oczekiwań raportujących.  

Póki co, uruchomienie 27 stycznia systemu PIT nie przyniosło znaczącej ulgi zobowiązanym do złożenia raportów. Wręcz przeciwnie – przekonanie o obiektywnej niemożliwości wypełnienia obowiązku zdaje się wzrastać z dnia na dzień. Wystarczy zajrzeć na założoną na Facebooku grupę na temat PIT. Formułowane tam zarzuty można podzielić na cztery grupy:

  • nierealny czas na wypełnienie obowiązku, liczony zarówno od opublikowania rozporządzenia wykonawczego przez Ministra Cyfryzacji, jak i udostępnienia systemu przez Prezesa UKE;
  • nowy zakres raportowanych danych;
  • problemy z importowaniem danych oraz brak opublikowania reguł walidacyjnych przez UKE;
  • brak stabilności systemu PIT. 

To po prostu niemożliwe

– Jesteśmy względnie małą firmą, działającą na rynku od 20 lat i przez cały ten czas inwentaryzowaliśmy naszą sieć jedynie na papierze – mówi Przemysław Backiel z firmy Backiel Multimedia, która mieści się w Żaganiu. – Nie posiadaliśmy cyfrowych map wektorowych i nie byliśmy do tego zobowiązani. Wszystkie nowe projekty prowadziliśmy według sprawdzonych, prostych schematów, które dawało się w równie prosty sposób nanieść na mapy geodezyjne. Nie robiliśmy przy tym wyjątków ani zmian. To rozwiązanie sprawdzało się dla wszystkich dotychczasowych projektów budowlanych i postępowań, łącznie z bardzo złożonym z naszej perspektywy projektem 8.4, w którym także braliśmy udział. Digitalizacja naszej sieci w ciągu dwóch miesięcy jest po prostu niemożliwa. W znanych mi przypadkach wprowadzali ją operatorzy, którzy nastawiali się na sprzedaż firmy, a proces ten trwał cztery lata i wymagał trzech pełnych etatów. Wyliczyliśmy, że w naszym przypadku zajmie to dwa lata i wymagać będzie przynajmniej jednego pełnego etatu – dodaje. 

Ułatwieniem dla lokalnych operatorów mogłyby być mapy udostępniane przez samorządy. Samorządy bowiem od ponad sześciu lat mają obowiązek cyfryzacji map sieci, w tym między innymi studni i przebiegów linii telekomunikacyjnych. Byłaby to dobra baza do naniesienia przebiegu sieci. Niestety, z tym także jest problem. 

– Otrzymaliśmy informację, że w powiecie żagańskim zdigitalizowane w ten sposób jest tylko miasto, w Żarach 10 proc. powierzchni miejskiej – wylicza Przemysła Backiel. – Wymaga się od nas zrobienia w dwa miesiące tego, z czym instytucje samorządowe zmagają się od lat. To po prostu niemożliwe- podsumowuje Przemysław Backiel.

W sprawie terminu szkolenia

Tymczasem zarówno UKE, jak i Cyfryzacja KPRM problemu zdają się nie zauważać. W odpowiedzi na zapytanie mailowe, skierowane do Naczelnika Wydziału Geoprzetwarzania Danych Departament Strategii i Analiz (UKE), w sprawie terminów kolejnych szkoleń, otrzymaliśmy informację, że prawdopodobnym terminem kolejnego webinaru jest 15 lub 16 lutego. Fakt, że praktyczne szkolenie jest przez raportujących pożądane, potwierdzają ci, którzy od 27 stycznia próbują spełnić obowiązek. 

– Uczestniczyłem w szkoleniu UKE, z którym od początku nie wiązałem wielkich nadziei – mówi Andrzej Kiermasz z ART-COM. – Prawdziwym wyzwaniem pozostaje wymóg powiązania usług świadczonych w punktach adresowych z punktami elastyczności. Gromadzimy te informacje w rozłącznych systemach i trudno to automatycznie powiązać. Obecnie oznacza to dla naszej firmy konieczność uzupełnienia od ręki kilkunastu tysięcy zapisów. Pracujemy nad tym, ale fizycznie wydaje się to niemożliwe.

Skala zmian

Głośno na rynku operatorskim mówi się także o ogromnej skali zmian w zakresie raportowania.

– Nie wiem, czy nie pomijamy kluczowego elementu, polegającego na tym, jak daleko idące różnice występują pomiędzy tym, co mieliśmy obowiązek raportować do tej pory, a tym czego wymaga się od nas obecnie – zauważa Joanna Macek-Czuszek z ART-COM. – To mniej więcej tak, jakbyśmy 20 lat temu prowadzili stragan z warzywami, opodatkowany w formie karty podatkowej, czyli płacimy stałą kwotę podatku co miesiąc i nikt nas nie pyta co kupiliśmy, ani co sprzedaliśmy, a nagle po miesiącu, ktoś by od nas zażądał plików JPK za rok wstecz. To ta rozbieżność powoduje zamieszanie i ogrom dodatkowej roboty, która nie tylko generuje nieprzewidziane koszty, ale też w znaczącym stopniu utrudnia wykonywanie bieżących działań związanych z prowadzeniem firm. Gdyby nie taka fundamentalna zmiana zasad, to np. producenci oprogramowania nie mieliby tak wielkiego problemu z implementacją danych. To nie jest sytuacja, w której MiŚOT-y jak zwykle narzekają, dlatego że każda zmiana spotyka się z oporem, tylko sytuacja, w której świat zostaje postawiony na głowie.

Skalę problemu potwierdzają także inni operatorzy.

– Doceniam szlachetne przesłanki urzędników z UKE, aby mieć jak najdokładniejsze odwzorowanie w systemie istniejącej infrastruktury, tylko czy ktoś pytał ISP, czy taką dokładną inwentaryzację prowadzą? – pyta retorycznie Marcin Kuczera (Leon). – My akurat prowadzimy, ale tylko dlatego, że od dawna mamy własny system inwentaryzacji/paszportyzacji i ot tak, podjęliśmy decyzję, żeby przyłącza abonenckie również nanosić. Kto ją podjął, ciężko teraz sobie przypomnieć, ale celem nie było posiadanie tych danych bo UKE może zapytać. Była to raczej kwestia serwisowania… Ale jeżeli ktoś tych danych nie ma? Zaordynować przekazanie danych jest bardzo łatwo… ale nawet z pomocą niebios nie ma możliwości, żeby to zrobić.

Apel o zmianę terminu

Powaga sytuacji wymaga nadzwyczajnych posunięć. O zmianę terminu raportowania lub ustawową depenalizację spóźnień, jak i ewentualnych nieprawidłowości w przekazaniu danych, apelują izby i organizacje zrzeszające przedsiębiorców telekomunikacyjnych, powołując się przy tym na niewywiązanie się ze swoich obowiązków przez administrację publiczną. 

– Jesteśmy załamani postawą urzędników odpowiedzialnych za wdrożenie nowych przepisów – podkreśla Krzysztof Kacprowicz ze Związku Pracodawców Mediów Elektronicznych i Telekomunikacji Mediakom. – Na początku wydawało się, że wprowadzenie zmian przebiegnie wzorowo, bo pierwsze zapytania z UKE nt. naszych sugestii i propozycji do projektowanego rozporządzenia, dostaliśmy jesienią 2020 roku. Niestety szybko okazało się, że nasze liczne uwagi i bardzo merytoryczne stanowiska nie znajdowały posłuchu. Gorąco zaczęło się robić mniej więcej rok temu, gdy poznawaliśmy kolejne wersje rozporządzenia, które nie uwzględniały naszych uwag i zauważaliśmy, że ilość wymaganych od nas danych dramatycznie rośnie. Najgorsze spostrzeżenie było takie, że obok szczegółowego raportowania  przebiegów linii kablowych będziemy musieli bardzo szczegółowo nadawać atrybuty tym liniom. Wiedzieliśmy, że to jest dla nas niewykonalne. Na początku grudnia ubiegłego roku, gdy brak było rozporządzenia, a jednocześnie wisiał nad nami ustawowy termin przekazania danych w terminie do końca lutego 2023, wszystkie izby wystąpiły z apelem do Prezesa UKE i Ministra Cyfryzacji o podjęcie działań. Niestety było już za późno. Jaki jest efekt – każdy widzi. Udostępniono nam niedziałające narzędzie, brak jest szkoleń, nikt nie potrafi wyjaśnić wielu nieścisłości, nie odbywają się nawet zapowiadane webinary. Rozmawiamy 8 lutego, podobno jutro ma odbyć się webinar, ale nikt nie wie, czy w ogóle będzie i w jakiej formie. Niektórzy z nas, wiedząc, że wejdą w życie nowe obowiązki dotyczące raportowania, wstrzymywali się z zakupem oprogramowania do czasu publikacja rozporządzenia. Teraz mają problem, bo na wybór dostawcy, zakup, wdrożenie, wprowadzenie danych do systemu mają niecały miesiąc. A przecież dostawcy oprogramowania też nie wiedzieli, jaki produkt mają przygotować.

Po trupach do celu?

Mam nieodparte wrażenie, że w przypadku PIT wszyscy odpowiedzialni (Cyfryzacja KPRM w kontekście legislacji oraz UKE w zakresie przygotowania systemu) idą w zaparte, choć po krótkim zastanowieniu, bardziej odpowiednie wydaje się stwierdzenie: idą po trupach do celu. Trupach operatów rzecz jasna. Celem, który wszyscy powinni mieć na uwadze, jest prawidłowe zaraportowanie infrastruktury. Nie może zejść z oczu zarówno raportujących, jak i tych, do których dane trafią, że między innymi na podstawie zabranych informacji o infrastrukturze, wyznaczone zostaną obszary konkursowe w FERC i KPO – a przynajmniej w oparciu o publiczne deklaracje, można wywnioskować, że wszystkim zależy, by sieci dotowane w niedalekiej przyszłości nie dublowały infrastruktury istniejącej, która nierzadko została sfinansowana ze środków publicznych, choć we wcześniejszych konkursach. 

Ustawodawca (Cyfryzacja KPRM) milczy wymownie. Wszak nowe terminy składania raportów uchwalono jeszcze w 2019 r. W teorii, można się było mentalnie przygotować na to, że w lutym 2023 r. przyjdzie nowe. Aczkolwiek wydanie rozporządzenia wykonawczego precyzującego zakres zbieranych danych na 3 dni przed końcem roku, nie jest tym, czego oczekiwał rynek, by móc się na to nowe przygotować. Nie mam tu na myśli tylko i wyłączeni operatorów, ale także twórców oprogramowania, które służyłoby paszportyzacji sieci. UKE natomiast, z uporem maniaka, twierdzi że już samo śledzenie niewydanego rozporządzenia powinno wystarczyć, by przygotować się do nowych zasad inwentaryzowania, a tego urzędniczego spokoju nie zmąca nawet fakt, że system został uruchomiony 27 dni po terminie i jego działanie pozostawia wiele do życzenia. 

Ewelina Grabiec, itB Legal