Operatorzy telekomunikacyjni wobec żywiołów

547
Fot. Marek Nowak
Fot. Marek Nowak

Wichury, burze, gradobicia i powodzie, które zaskakują mieszkańców wielu polskich miast, miasteczek i wsi, bywają niebezpieczne także dla sieci telekomunikacyjnych. Pomimo obserwowanego nasilenia nagłych zjawisk pogodowych, mali i średni operatorzy mają jednak mniej związanych z nimi awarii niż kilkanaście lat wcześniej. Na horyzoncie widać jednak rosnące niebezpieczeństwo.

– W czasach gdy naszą sieć budowaliśmy używając głównie miedzianych kabli, obawialiśmy się praktycznie każdej burzy – wspomina Łukasz Hamerski, właściciel gdyńskiej firmy [email protected] – Uderzenie pioruna w wieżowiec mogło zniszczyć praktycznie cały sprzęt użytkowników. Pamiętam wyceny szkód przedstawianych ubezpieczycielom rzędu 15 tysięcy złotych, a także wspaniałą mobilizację naszego zespołu techników, gdy Gdynię nawiedziły dwie potężne burze z rzędu. Ledwo usunęliśmy skutki pierwszej, otrzymaliśmy kolejne zgłoszenia poważnych awarii.

Kable światłowodowe są zdecydowanie mniej podatne na przepięcia (awarii mogą ulec jedynie switche), a producenci sprzętu powszechnie stosują dziś odgromniki i moduły filtrujące ładunki, przez co sieci stały się praktycznie odporne na wyładowania atmosferyczne. Zagrożenia dla sieci występują dziś jednak w innych miejscach. 

Katastroficzna codzienność

W raporcie przygotowanym przez Polską Izbę Ubezpieczeń oraz firmę Deloitte wykazano, że pośród naszych najważniejszych obaw, na dziewiątym i dziesiątym miejscu, wskazujemy ocieplenie klimatu oraz silne wiatry i huragany. Lęki te częściej występują u mieszkańców wsi i mniejszych miast, dla których może to oznaczać poważne straty, awarie i problemy z dostępem do mediów. Można to także w łatwy sposób przełożyć na doświadczenia operatorów telekomunikacyjnych. 

– Działamy na na Podlasiu, a duża część naszej sieci przechodzi po słupach wysokiego napięcia, stojących w polu – mówi Konrad Baranowski, właściciel firmy KoBa. – Ze względu na śnieżyce i problemy związane z oblodzeniem kabli, co oczywiście powodowało ich zrywanie, podjęliśmy jednak strategiczną decyzję o budowie sieci hybrydowej. Większość kabli prowadzimy pod ziemią i tylko „ostatnia mila” łącząca nas z klientem, prowadzona jest „napowietrznie”.

Jak się okazało w praktyce, przeprowadzenie odpowiedniej i bezpiecznej sieci napowietrznej, wymaga też dobrania odpowiedniej wytrzymałości kabla.

– Oczywiście kable nie mogą być zbyt słabe, bo wówczas łatwo się zrywają, ale też nie mogą być zbyt mocne – podkreśla Konrad Baranowski. –  Doszliśmy do tego wniosku, gdy podczas jednej z wichur konar drzewa spadł na nasze kable, a te pociągnęły za sobą sąsiednie słupy. Podobna sytuacja miała miejsce gdy w słup z naszymi kablami uderzyła ciężarówka.

Warto przy tym podkreślić, że sam wiatr praktycznie nie jest w stanie uszkodzić kabli ani powalić słupów służących jako podpora sieci napowietrznej. Robią to gałęzie i konary powalanych drzew. 

Czego można uniknąć

– Łamiące się drzewa wielokrotnie niszczyły nasze sieci, ale biorąc pod uwagę koszt i czas budowy, a także konkurencję i obecne marże, nie możemy pozwolić sobie na poprowadzenie całej sieci pod ziemią – przyznaje Monika Kosińska, prezes spółki Kolnet. – Wielokrotnie też jesteśmy w stanie dostrzec z wyprzedzeniem sytuacje, w których jakieś drzewo zagraża kablom. Dużo w tym przypadku zależy jednak od chęci współpracy ze strony zakładów energetycznych, do których należy infrastruktura sieciowa i które mają też odpowiednie uprawnienia, na przykład do przycinania drzew stojących na prywatnych posesjach.

W rozmowach z operatorami na temat zabezpieczenia sieci przed nagłymi zjawiskami pogodowymi, obok stwierdzenia „jak możesz to zakop kabel”, przewija się także konkluzja, że bardzo często jest to po prostu nieopłacalne.

– Koszt zakopania kabla w terenie miejskim silnie zurbanizowanym razem z kosztami odtworzenia terenu może osiągnąć w praktyce nawet kilkaset złotych za metr – mówi Kamil Kurek, prezes zarządu K3 Telecom. – To się po prostu nie opłaca. Także w terenach wiejskich koszt zakopania kabli jest kilka razy większy niż poprowadzenia ich na podbudowie słupowej. Barierą staje się czas zwrotu inwestycji, który w większości przypadków wynosi wówczas więcej niż 10 lat. Dochodzą do tego problemy administracyjne. Otrzymanie odpowiednich pozwoleń i zgód właścicieli terenu może przecież trwać latami. Zdarza się też, że wykonanie kanalizacji teletechnicznej i położenie kabla ziemnego nie jest możliwe ze względu na niemożność uzyskania zgody właścicieli terenu lub nieuregulowanego statusu prawnego nieruchomości.

Oczekiwania klientów, konkurencja i niskie marże wymuszają budowę sieci szybko i tanio. Nikt nie przejmował się dotąd tym, że są one gorzej zabezpieczone przed żywiołami. Odporność infrastruktury na nagłe zjawiska pogodowe nie była dotąd także czynnikiem uwzględnionym w programach operujących funduszami unijnymi. Najnowsze badania i codzienne doświadczenia operatów wskazują jednak, że powinno się to zmienić, zanim jeszcze bardziej zmieni się klimat.