„Lex pilot” korzystna dla MiŚOT?

494

Zmiany w ustawie o radiofonii i telewizji, ochrzczone mianem „lex pilot”, czekają na pierwsze czytanie w Sejmie. Choć usłyszeć można na ich temat wiele krytycznych opinii, warto jasno zaznaczyć, że nie wszystkie proponowane przez ustawodawcę rozwiązania są niekorzystne dla małych i średnich operatorów telekomunikacyjnych.

Zmiany w ustawie o radiofonii i telewizji są częścią ustawy wprowadzającej prawo komunikacji elektronicznej. Przypomnijmy, że PKE zostało przyjęte przez rząd w połowie listopada i ma swoje daleko idące konsekwencje w systemie prawnym. Autopoprawka rządu, która dotyczy ustawy medialnej ma – dodatkowo – wyregulować rynek nadawców i operatorów płatnej telewizji, spełniając przy tym część postulatów środowiska MiŚOT podnoszonych między innymi na spotkaniach z przewodniczącym Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Witoldem Kołodziejskim.

Priorytet TVP

Samo określenie „lex pilot” odnosi się do konieczności wprowadzenia przez operatorów zmian w ustawieniach kanałów dostarczanych klientom. Kanały oferowane przez TVP mają być umieszczane na początku listy, co oznacza, że oferta Telewizji Polskiej będzie traktowana priorytetowo. Pierwsze przyciski na pilotach telewizyjnych (od 1 do 5) będą przeznaczone zawsze dla: TVP 1, TVP 2, TVP 3, TVP Info i TVP Kultura. Kolejność następnych ustali (po konsultacjach) przewodniczący KRRiT.

Przeciwnicy tego zapisu twierdzą, że to kolejny krok na drodze do zdominowania przez Telewizję Polską nadawania w kraju oraz, że uderza to w pluralizm i zdrową konkurencję. Oczywiście można, a wręcz należy, podchodzić krytycznie do aktualnej oferty programowej telewizji publicznej. Z drugiej jednak strony, preferencyjne traktowanie kanałów finansowanych z budżetu państwa nie jest w Europie niczym wyjątkowym. Może wręcz zaskakiwać, że do tej pory nie zostało wprowadzone w Polsce.

Proponowane rozwiązanie nie komplikuje też specjalnie życia lokalnym ISP, którzy udostępniają w ofercie tylko jedną wersję kanału TVP3 (odpowiednią dla danego regionu). Problem mają duzi, ogólnopolscy operatorzy kablowi i satelitarni, którzy po zmianie przepisów zostaną zobowiązani do udostępniania wszystkich kanałów regionalnych telewizji publicznej. Oznacza to wzrost kosztów ich działalności i konieczność zwiększenia pojemności satelitarnych, co najwidoczniej ustawodawcy to w ogóle nie interesuje.

Nie da się ukryć, że powstaje w ten sposób sytuacja korzystna – marketingowo i ekonomicznie – dla lokalnych operatorów kablowych i telekomunikacyjnych świadczących usługi telewizyjne.

Oferta a’la carte i „rozpaczkowanie”

Według nowych przepisów nadawcy i operatorzy płatnej telewizji mieliby obowiązek sprzedaży dostępu do pojedynczych kanałów (a’la carte). Dla klientów końcowych byłaby to prawdziwa rewolucja. Zamiast pakietów – wybór konkretnych, interesujących dla każdego z nich kanałów łączący się z oszczędnościami lub przynajmniej bardziej racjonalnym wydatkowaniem pieniędzy.

Wymuszenie na nadawcach wprowadzenia oferty a’la carte, a co za tym idzie powszechnego ujednolicenia przez nadawców cen każdego z programów, leży więc bez wątpienia w interesie małych i średnich operatorów świadczących usługi telewizyjne. Oznaczałoby to – wreszcie! – realne zakończenie dyskryminacji małych i średnich operatorów względem dużych korporacji. Należy więc raz jeszcze podkreślić, że zapisy o „rozpaczkowaniu” oferty nadawców i możliwość kupowania licencji pojedynczych kanałów są tym, co od dawna postulowało środowisko MiŚOT.

Jeszcze korzystniejsze byłoby pozostawienie możliwości pakietyzowania kanałów w ofercie kierowanej przez operatorów bezpośrednio do klienta. Odbywałoby się to w myśl idei „znamy swoich lokalnych klientów i w ramach wolnego rynku możemy zejść z marży by zaoferować im konkurencyjny produkt idealnie dostosowany do ich potrzeb”. Wydaje się jednak, że takie skalibrowanie przepisów przerasta możliwości ustawodawcy.

Dla MiŚOT korzystne byłyby w szczególności zapisy dające im możliwość zakupu licencji programów telewizyjnych oraz swoboda w umieszczeniu ich w pakiecie lub a’la carte. W obecnej wersji ustawy niekorzystne są więc jedynie  regulacje dotyczące samych operatorów i sposobu świadczenia przez nich usług telewizyjnych.

Kogo regulować?

Można wręcz postawić sobie w tym momencie pytanie: czy bardzo konkurencyjny i rozdrobniony rynek operatorów telekomunikacyjnych należących do sektora małych i średnich przedsiębiorstw w ogóle powinien być regulowany? To rynek nadawców, a właściwie dużych grup medialnych jest postrzegany jako niekonkurencyjny i wymagający regulacji. 

Dodatkowe zapisy mówiące wprost o niedyskryminacji małych i średnich operatorów telekomunikacyjnych w kwestii stawek płaconych nadawcom za konkretne kanały telewizyjne, wyrównałoby szanse w konkurowaniu z usługami telewizyjnymi oferowanymi przez dużych operatorów telekomunikacyjnych, które mają obecnie znacząco mniejsze koszty zakupu licencji za kanały telewizyjne w pakietach. W proponowanym obecnie przez ustawodawcę brzmieniu ustawa jest dla nich bardzo dużym zagrożeniem i wiąże się ze zwiększeniem kosztów.

Przepisy te są więc szeroko krytykowane przez przedstawicieli nadawców i związanych z nimi ekspertów branży telewizyjnej i telekomunikacyjnej związanych z dużymi grupami medialnymi i instytucjami reprezentującymi dużych operatorów kablowych i satelitarnych.

Z punktu widzenia średniej wielkości operatora telewizyjnego aktualna sytuacja nie wygląda różowo. Płaci on za taki sam pakiet programów więcej niż operator ogólnopolski i często jest stawiany przez nadawców przed wyborem typu: „zapłać nam 4 złote za jeden ciekawy program lub 12 złotych za pakiet dwunastu, przy czym twój ogólnopolski konkurent ma już ten większy pakiet i płaci za niego 8 złotych”.

Podkreślmy więc raz jeszcze: wymuszenie na nadawcach wprowadzenia oferty a’la carte, a co za tym idzie powszechnego ujednolicenia przez nadawców cen każdego z programów, leży więc bez wątpienia w interesie małych i średnich operatorów świadczących usługi telewizyjne. Oznaczałoby to – wreszcie! – realne zakończenie dyskryminacji MiŚOT względem dużych korporacji.

Jeszcze korzystniejsze byłoby pozostawienie możliwości pakietyzowania kanałów w ofercie kierowanej przez operatorów bezpośrednio do klienta. Odbywałoby się to w myśl idei „znamy swoich lokalnych klientów i w ramach wolnego rynku możemy zejść z marży by zaoferować im konkurencyjny produkt idealnie dostosowany do ich potrzeb”. Wydaje się jednak, że takie skalibrowanie przepisów przerasta możliwości ustawodawcy.

Apel o konsultacje

Organizacji branżowe związane z grupami podmiotów, którym ta ustawa zagraża postulują za odrzuceniem w całości ustawy i sprzeciwiają się jej dalszym konsultacjom. Przeciwnicy nowych rozwiązań podnoszą, że zmiany w ustawie medialnej zostały przyjęte bez konsultacji, weryfikacji ich skutków i do tego w projekcie „technicznej” ustawy wprowadzającej prawo komunikacji elektronicznej. Ich projekt długo też nie był upubliczniony. 

Wypada się zgodzić, że tego typu propozycje wymagają przeprowadzenia poważnej debaty publicznej z wszystkimi zainteresowanymi stronami, rzetelnego procesu konsultacji oraz głębokiej analizy skutków wejścia ich w życie. Uważajmy jednak by powtarzając te argumenty zwracać także uwagę na niuanse i nie wylewać dziecka z kąpielą. Są w „lex pilot” zapisy korzystne dla małych i średnich operatorów, o które warto walczyć, zaś do apelu o „wyrzucenie jej do kosza” należy się poważnie zdystansować.