Ryanair Holdings nie planuje w najbliższym czasie wprowadzenia dostępu do internetu na pokładach swoich samolotów. Jak informuje Bloomberg, powołując się na wypowiedzi dyrektora finansowego linii, instalacja systemu Starlink wiązałaby się z dodatkowymi kosztami paliwa, co stoi w sprzeczności z niskokosztowym modelem biznesowym przewoźnika.
Neil Sorahan, dyrektor finansowy Ryanaira, wskazał, że montaż anten satelitarnych na kadłubach samolotów pogarsza ich aerodynamikę. Efektem byłby wzrost oporu powietrza i zwiększenie zużycia paliwa o około 2 procent. Dla linii lotniczej obsługującej głównie krótkie trasy oznacza to istotny wzrost kosztów operacyjnych, którego firma nie jest gotowa ponosić.
Krótkie loty, małe zainteresowanie
Dla przewoźnika niskokosztowego każdy dodatkowy procent zużycia paliwa ma znaczenie – argumentował Sorahan w rozmowie z Bloomberg TV, podkreślając, że technologia musi być nie tylko dostępna, ale przede wszystkim opłacalna.
Ryanair zwraca również uwagę na specyfikę swojej siatki połączeń. Średni czas lotu wynosi około dwóch godzin, a zdaniem zarządu pasażerowie nie są skłonni dopłacać za internet na tak krótkich dystansach. Według linii większość podróżnych korzysta w trakcie lotu z wcześniej pobranych filmów i seriali, co sprawia, że dostęp do sieci w czasie rzeczywistym nie jest kluczowym udogodnieniem.
Obserwuję ten rynek od ponad dwóch dekad i z każdym rokiem sytuacja wygląda lepiej, ale to wciąż nie jest moment na taką inwestycję – podkreślił CFO Ryanaira.
Spór z Elonem Muskiem
Decyzja przewoźnika jest echem głośnej medialnej wymiany zdań pomiędzy prezesem Ryanaira Michaelem O’Learym a Elonem Muskiem, właścicielem SpaceX i twórcą systemu Starlink. Amerykański miliarder krytykował irlandzką linię za brak nowoczesnych rozwiązań na pokładach samolotów, sugerując oszczędzanie kosztem komfortu pasażerów.
Spór szybko eskalował i przyciągnął uwagę mediów na całym świecie. Michael O’Leary przyznał później, że rozgłos wokół konfliktu przełożył się na wzrost liczby rezerwacji biletów o 2–3 procent, co okazało się nieoczekiwanym efektem marketingowym.
Neil Sorahan starał się jednak studzić emocje, określając całą sytuację jako medialną przepychankę. To było po prostu dwóch dużych idiotów, którzy trochę się ze sobą bawili – podsumował, odnosząc się do publicznej wymiany zdań między prezesem Ryanaira a Elonem Muskiem.
Kalkulacja zamiast trendów
Stanowisko Ryanaira wpisuje się w długofalową strategię firmy, która konsekwentnie unika wdrażania udogodnień podnoszących koszty biletów, jeśli nie są one masowo oczekiwane przez pasażerów. Podczas gdy na długich trasach Wi-Fi staje się standardem, przewoźnicy budżetowi wciąż kalkulują, czy korzyści wizerunkowe i funkcjonalne równoważą koszty technologiczne.
Na razie odpowiedź Ryanaira pozostaje jednoznaczna. Dopóki instalacja internetu satelitarnego oznacza większe spalanie paliwa i wyższe wydatki, pasażerowie irlandzkiej linii będą musieli zadowolić się treściami offline.
Czytaj także:



