„To musi się zakończyć i to zakończyć TERAZ. Tym postem w sieci TRUTH powiadamiam wszystkie kraje posiadające cyfrowe podatki, przepisy, zasady, regulacje, że dopóki będą w nich obowiązywać te dyskryminacyjne środki, ja, jako prezydent USA, nałożę znaczące dodatkowe cła na eksport z tych krajów do USA i wprowadzę ograniczenia eksportowe na naszą bardzo chronioną technologię i na chipy” — napisał prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump. Kilkadziesiąt słów wystarczyło, by w Brukseli i europejskich stolicach rozległy się telefony. Gospodarczy nacjonalizm Trumpa znów zderzył się z ambicjami Europy, by cyfrowe miliardy nie znikały w rajach podatkowych, tylko wspierały lokalne budżety.
Trump nie ma wątpliwości: każdy podatek cyfrowy to atak na amerykańskie firmy, a w praktyce na prestiż i potęgę USA. Choć formalnie danina uderzyłaby także w chińskie koncerny, jak Alibaba czy TikTok, to w retoryce amerykańskiego prezydenta problem sprowadza się do jednej osi konfliktu: Waszyngton kontra reszta świata. Ten czarno-biały obraz nie uwzględnia jednak faktu, że coraz więcej państw — od Francji po Hiszpanię, od Wielkiej Brytanii po Austrię — decyduje się na podobne rozwiązania. Polska nie jest więc samotnym pionkiem na planszy, tylko częścią większej, europejskiej debaty o tym, kto czerpie zyski z danych i uwagi obywateli.
Dla Paryża sprawa jest jasna. Prezydent Francji Emmanuel Macron, reagując na groźby Trumpa, zasugerował, że Europa musi opracować wspólną strategię, która pozwoli zrównoważyć relacje z USA. Francuski prezydent zwrócił uwagę na chroniczny deficyt w handlu usługami cyfrowymi, w którym Stany Zjednoczone są niekwestionowanym beneficjentem. Jednocześnie wskazał, że Unia Europejska ma nadwyżkę w handlu towarami, co Trump cynicznie wykorzystuje, nakładając piętnastoprocentowe cła na europejski eksport. Macron podkreślił, że jeśli Ameryka chce grać w tę grę, Europa nie może chować głowy w piasek. Wręcz przeciwnie, powinna przygotować własne narzędzia nacisku, także wobec platform cyfrowych, które od lat działają na naszym kontynencie bez adekwatnego wkładu w finansowanie wspólnotowych budżetów.
Słowa Macrona spotkały się z poparciem części ministrów jego rządu, którzy ocenili, że obecna umowa handlowa między UE a USA jest nieproporcjonalna i nie chroni interesów europejskiego przemysłu. W kuluarach mówi się wręcz o konieczności rewizji całego porozumienia, które szefowa Komisji Europejskiej, Ursula von der Leyen, zawarła z Trumpem zaledwie kilka tygodni temu. Francuski przywódca już wcześniej sugerował, że Bruksela zbyt łatwo ustąpiła Waszyngtonowi, a Europa podczas negocjacji „nie budziła wystarczającego respektu”. Teraz ma okazję udowodnić, że potrafi mówić jednym głosem.
Tymczasem w Warszawie dyskusja toczy się wokół konkretnych liczb. Raport przygotowany dla Ministerstwa Cyfryzacji pokazuje, że przy stawce trzyprocentowej podatek cyfrowy przyniósłby Polsce w 2027 roku 1,7 mld PLN. Gdyby zdecydowano się na sześć procent, byłoby to już 3,4 miliarda. Pieniądze, których państwu brakuje na inwestycje w infrastrukturę, edukację czy badania i rozwój. Krzysztof Gawkowski, wicepremier i minister cyfryzacji, goszcząc w radio TOK FM, zapowiedział, że nie odpuści podatku. Polityk przedstawia to w kategoriach geopolitycznych: albo Polska zaakceptuje cyfrowy kolonializm, w którym nasze dane i pieniądze zasilają zagraniczne korporacje, albo zdecyduje się na odważny krok i zażąda uczciwego udziału w zyskach.
Problem w tym, że każda decyzja obarczona jest ryzykiem. Polska może stać się częścią europejskiego frontu, który postawi się Trumpowi, albo znów — jak w przeszłości — ugnie się pod presją Białego Domu. Historia zna przypadki, gdy Warszawa wycofywała się z planów podatkowych czy regulacyjnych, gdy Amerykanie podnieśli głos. Nie bez znaczenia będzie też decyzja prezydenta Karola Nawrockiego, który ma prawo zawetować ustawę, uznając ją za „nową daninę” grożącą pogorszeniem relacji transatlantyckich.
Europa coraz wyraźniej rysuje kontury nowej walki o suwerenność gospodarczą. Francja i Hiszpania nie tylko utrzymały swoje podatki cyfrowe, ale rozważają ich podniesienie. Wielka Brytania mówi o ponadpartyjnym konsensusie na rzecz wyższych stawek. Bruksela, choć tradycyjnie ostrożna, zaczyna rozumieć, że zbyt długo pełniła rolę pasa transmisyjnego amerykańskich interesów technologicznych.
W tej układance Polska ma wybór: albo stanie się elementem europejskiej strategii, która przynajmniej próbuje wyrównać szanse w cyfrowej gospodarce, albo pozostanie biernym obserwatorem, oglądając z boku, jak miliardy złotych rocznie wypływają z kraju. Trump grozi cłami, ale to Europa stoi dziś przed pytaniem, czy potrafi odpowiedzieć jednym głosem. Macron jasno mówi: nie możemy pozwolić, by Stany Zjednoczone traktowały nas wyłącznie jako rynek zbytu i przedłużenie ich gospodarki. I choć francuska retoryka bywa przesadzona, to trudno nie dostrzec, że bez europejskiej solidarności Polska nie będzie w stanie samotnie stawić czoła presji Białego Domu.
Podatek cyfrowy to więc nie tylko spór o 1,7 mld PLN wpływów w 2027 roku. To pytanie, czy Europa zdoła zbudować własną tożsamość gospodarczą i polityczną w erze, gdy dane stały się nową ropą. Polska, wchodząc do tej gry, decyduje, czy chce być tylko konsumentem cudzej technologii, czy współtwórcą zasad globalnego rynku. A może to właśnie brutalna szczerość Trumpa okaże się katalizatorem, który zmusi Unię do wyjścia z cienia i zapisania własnych reguł.
Czytaj także: