ProteGO Safe. Pieniądze wyrzucone w błoto

436
fot. Facebook / KPRM

Na aplikację ProteGO Safe z budżetu państwa wydano 2,5 mln zł. Tomek Zieliński z bloga „Informatyk Zakładowy” postuluje, aby projekt zatrzymać i nie marnotrawić więcej środków, bo aplikacja nie spełnia swojego zadania.

Zieliński zauważa, że Polacy albo z ProteGO Safe nie korzystają, albo robią to źle. Do puli trafia średnio jeden klucz dziennie, co daje średnią 0,26 klucza na 10 mln mieszkańców. Bloger zwraca uwagę, że aplikacja ma fatalny projekt UI/UX, przez co w przypadku większości smartfonów aktywacja rozgłaszania klucza odbywa się dopiero na 16. ekranie. Nieliczni użytkownicy uruchamiają ją dopiero wtedy, gdy otrzymają pozytywną diagnozę. I nie budują historii kontaktów z innymi osobami, zaprzepaszczając w ten sposób sens istnienia całego projektu.

Bloger największy grzech widzi w niedostatecznych działaniach marketingowych, dlatego tak niewielu użytkowników wciąż korzysta z rządowej aplikacji. Problem też dotyczy innych tego typu aplikacji. Mimo 700 tysięcy użytkowników, norweska aplikacja nie wskazała ani jednej osoby zarażonej. Natomiast australijska aplikacja zaowocowała raptem jednym wskazaniem zarażonego. MIT Technology Review krytykuje niską skuteczność aplikacji islandzkiej, a według statystyk TechCrunch na 1,8 mln instalacji aplikacji francuskiej wysłano zaledwie 14 ostrzeżeń. Słowem, idea poległa w ujęciu globalnym.

Doświadczenia na świecie pokazują, że tym bardziej rząd powinien zawiesić dalsze inwestowanie w ProteGO Safe. Jedynym plusem tej historii jest to, że po raz pierwszy mamy do czynienia z projektem publicznym realizowanym w modelu open source.

Źródło: dobreprogramy.pl