Magdalena Fidor to kobieta o wielu pomysłach na życie. Co więcej; każdy z nich wprowadza w życie. Praca w telekomunikacji nie jest dla niej nowością, bo zajmuje się tym od lat, chociaż w różnych zakresach. Potrafi to, co większości spędza sen z powiem, czyli zna się na księgowości. Ale to jej nie wystarczyło. Zaczęła zajmować się zarzadzaniem projektami i przekazywaniem tej wiedzy innym. Gdzieś pod tym wszystkim jest też aktorstwo, co na pewno pomaga jej przy pracy z ludźmi. Jakie jeszcze pomysły na siebie ma Magda?
Klaudia Wojciechowska: Jak zaczęła się Twoja przygoda z operatorami telekomunikacyjnymi?
Magdalena Fidor: Jestem rodzinnie związana z firmą Media-Com i pracowałam tam przez dobre 15 lat, zaczynając jako studentka rachunkowości, od stażu w dziale księgowym. Żeby wiedzieć, co księguję, musiałam dobrze zapoznać się z tym co to mufa, switch czy rj45. Lutowanie protectnetów czy programowanie dekoderów też nie są mi obce. To był fajny czas i naturalnie zdobyta wiedza na tematy związane z telekomunikacją. Ta firma w jakiś sposób ukształtowała mnie zawodowo.
KW: Po jakimś czasie zaczęłaś być samodzielna, czyli „przeszłaś na swoje”. Czym się zajmujesz?
Magdalena Fidor: Księgowość w naszym kraju to czasami śmiech przez łzy – po latach wypaliłam się w tym zawodzie i zaczęłam szukać innej ścieżki. Wiedziałam, że zawsze było mi po drodze z IT, ale również z HR czy marketingiem, bo zawsze lubiłam ludzi i energię, która się tworzy przy współpracy z zespołami kreatywnymi. Starałam się to połączyć. Wyszkoliłam się w zarządzaniu projektami. Propaguję pracę zgodnie z zasadami agile czyli doskonalenie, zwinność, elastyczność, ale też skupienie na ludziach, a nie procesach. Tworzę również szkolenia online, grafiki. W najbliższej przyszłości planuję stanąć jako trenerka na sali szkoleniowej w zakresie komunikacji wewnątrzzespołowej.
KW: Księgowość, szkolenia… a jak trafiłaś do Grupy MiŚOT?
Magdalena Fidor: Grupę MiŚOT znałam ze względu na długoletnią pracę w Media-Com i niedługo miną trzy lata od kiedy współpracujemy. Trafiłam do organizacji jako pomoc w projektach przez osobę, na tamten moment związaną z Grupą. Mam okazję być częścią ciekawych i innowacyjnych projektów. Dzięki wcześniej zdobytej wiedzy, z czym boryka się mały ISP, jest mi łatwiej zrozumieć potrzeby MiŚOT-ów.
KW: Na czym polegają Twoje zadania w Grupie MiŚOT?
Magdalena Fidor: Przede wszystkim duży zakres moich obowiązków skupia się obecnie na Systemie EPID.pl,. Już niedługo będzie można zobaczyć efekty naszej pracy i korzystać z ulepszonej wersji systemu. Działam również w innych projektach, w zależności od potrzeb Grupy. Moje zadania to optymalizowanie procesów, koordynowanie niektórych działań i wdrażanie użytkowników. Staram się rozwiązywać problemy i reagować efektywnie na zmiany wymuszone przepisami lub potrzebami.
KW: Pora na rozmowę o hobby. Słyszałam, że zajmujesz się aktorstwem. Dobrze kojarzę?
Magdalena Fidor: Tak! Przez wiele lat grałam w teatrze i uwielbiałam to, jednak to bardzo czasochłonne i musiałam zrezygnować. Jednak nie przestałam grać – obecnie co jakiś czas statystuję w filmach lub serialach. Mogę pochwalić się udziałem w Rojst Millenium, Fundacja, Ołowiane dzieci czy (ostatnia perełka) Chopin, Chopin. Godziny spędzone na planach filmowych są dla mnie bezcenne – mogę obserwować jak powstaje dzieło. Często filmy są osadzone w innych czasach niż obecne co daje mi dużą frajdę bo dochodzą do tego stroje i charakteryzacja. Żeby nikogo nie okłamywać, statystowanie to strasznie nudna sprawa – wielokrotnie powtarzane sceny, niewygodny strój, różne warunki – ale jeśli ktoś lubi ten proces twórczy to i tak będzie wracać.
KW: Miałaś takie myśli, żeby zajmować się aktorstwem zawodowo?
Magdalena Fidor: Mam taką dualną naturę – z jednej strony analityczną i poukładaną, a z drugiej kreatywną, artystyczną. Bardzo kusiły mnie studia aktorskie, ale ta druga strona podpowiadała, słusznie zresztą, że to ciężka droga i ciągły brak stabilności. Kocham teatr, ale wolałam zbudować sobie jakieś poczucie bezpieczeństwa i wykorzystać to, że mam ścisły umysł. Teatr czy filmy zostawiam sobie jako przyjemność po pracy.
